Rodzicielstwo bliskości, a psychologia

Rodzicielstwo bliskości weszło szturmem na salony. Jak wszystko ma swoich zwolenników, fanatyków i całkowitych przeciwników. Jak o wszystkim, tak i wokół RB narosło mnóstwo mitów.  Niezależnie, do której z tych grup się zaliczasz uważam, że warto, żebyś przeczytała ten tekst. Choć o rodzicielstwie bliskości napisano już chyba wszystko, to bardzo starałam się, żeby ten tekst był konkretny. Żeby było tu „mięcho”, a nie filozofia. Co o rodzicielstwie bliskości mówi psychologia?

Wypadałoby zacząć od początku czyli od definicji rodzicielstwa bliskości. Ta chyba jednak nie istnieje, a na pewno nie jest krótka i zwięzła jak to definicje mają w zwyczaju. Rodzicielstwo bliskości można określić jako zaufanie, zaufanie do dziecka i siebie, bliskość w jej fizycznym rozumieniu ale też emocjonalnym. Rodzicielstwo bliskości mówi, że dziecko, też człowiek. Ma więc swoją indywidualność, swój temperament, brak mu jednak wiedzy i doświadczenia i nieraz nie umie przekazać tego co by chciało, w akceptowalny dla dorosłego sposób. Podsumowując rodzicielstwo bliskości to podążenie za dzieckiem, odpowiadanie na jego potrzeby, szacunek do dziecka i siebie samego.

To nie moda, to nauka.

Często słyszę, że rodzicielstwo bliskości to chwilowa moda. Tymczasem ja mam wrażenie, że to najbardziej instynktowne i naturalne podejście do dzieci. W dodatku to nie jest wymysł XXI wieku!
Za twórców uważa się państwa Searsów, którzy napisali Księgę Bliskości, która stała się „biblią”  RB. Jednak tak naprawdę to o czym mówi rodzicielstwo bliskości to czysta psychologia. Po pierwsze teoria przywiązania Bowlby’ego, o której pisałam Wam Tutaj. W skrócie mówi ona o tym, że najważniejsze są trzy pierwsze lata życia dziecka. Należy wtedy być szczególnie wrażliwym na potrzeby naszej pociechy, tak by wytworzyć bezpieczny styl przywiązania. Jeżeli dzieci czują się bezpiecznie, ufają swoim opiekunom, to w przyszłości będą otwarte na świat. Będą pełne wiary we własne możliwości i z ciekawością będą doświadczać nowych rzeczy, ponieważ mają poczucie, że zawsze mogą wrócić w bezpieczne ramiona rodziców. Źródeł RB możemy też szukać w pedagogice. Miłośnikom Montessori nie jest obca myśl, że dziecko chce się rozwijać i musimy tylko mu to umożliwić. Mamy też nieśmiertelnego Korczaka, który pisał, że dziecko ma prawo do szacunku. Rodzicielstwo bliskości jest silnie wspierane przez neuropsychologie. Wszystkie aktualne badania nad mózgiem, mówią, że w bliskości opiekuna siła. Psychologia dziecięca opiera się tak naprawdę na regulacji emocji. Rodzicielstwo bliskości istnieje więc od dawna, choć niekoniecznie pod tą nazwą. Żaden specjalista nigdy nie podważał znaczenia przywiązania. Wszystkie nazwiska, które wymieniłam i wielu rodziców opiera się na podobnych założeniach – podmiotowości dziecka.

Co z tego wyrośnie

„Co z tego wyrośnie?” to najczęstsze wątpliwości osób, które przyzwyczaiły się do surowego wychowania, systemu kar i nagród, nie dyskutowania z dziećmi, władzy rodzicielskiej, z naciskiem na słowo „władzy”. Zafiksowaliśmy się nieco na karnym jeżyku i byciu konsekwentnym. Wynika z to z martwienia się o przyszłość naszych pociech, o to, że przecież w życiu lekko nie ma, o to co wpiszą sobie w cv. Tymczasem o wiele ważniejsze jest czy dziecko będzie wierzyło w swoje możliwości, czy będzie miało zaufanie do świata, czy będzie czuło, że ma wokół siebie ludzi, którzy go wspierają, czy będzie lubiło samego siebie. To są rzeczy, które wypływają na to czy dziecko wyrasta na szczęśliwego dorosłego. Danie tych kompetencji to klucz do sukcesu. To nie są puste frazesy, to wyniki badań neurobiologów. Teoria więzi jest jedną z najlepiej zbadanych teorii i mówi, że dzieci z bezpiecznym stylem przywiązania lepiej funkcjonują na każdej płaszczyźnie. Bliska relacja i poczucie bezpieczeństwa ma ogromne znaczenie dla zdrowia psychicznego i fizycznego. To naukowy fakt.

Rodzicielstwo bliskości to nie metoda

To nie jest metoda wychowawcza, określiłabym to bardziej jako filozofia, styl. Rodzicielstwo to nie jest prosta sprawa i nie ma tu prostych instrukcji, guziczka włącz, wyłącz, nie da się zaprogramować dzieci. Rodzicielstwo bliskości to pewne wskazówki, stworzenie pewnej perspektywy. Searsowie spisali 7 filarów rodzicielstwa bliskości, ale to nie jest mantra, którą wszyscy musimy wyznawać. To wskazówki, które mówią co może pomóc.

Te filary mają tylko trzy cele: pomóc w poznaniu dziecka, pomóc mu dobrze się czuć i cieszyć się rodzicielstwem. Nie znaczy to więc, że jeśli nie karmiłaś piersią, to Twoje rodzicielstwo bliskości jest przekreślone. Ba! Nie znaczy, że jeśli Twoje dziecko ma już 10 lat i do tej pory siedziało na karnym jeżyku, to dziś nie możecie tego zmienić, zawsze jest dobry czas na fajna komunikacje, zaufanie i szacunek. Tradycyjne rodzicielstwo, jeśli mogę je tak określić skupia się na tym co łatwo zaobserwować, rodzice bliskościowi koncentrują się bardziej na tym co jest głębiej. Nie na uciszeniu dziecka, a na tym dlaczego ono płacze, jaka jest tego przyczyna. Rodzicielstwo bliskości to szacunek nie tylko wobec dziecka, ale też wobec samego siebie i swoich własnych granic. Nie chodzi o to żeby pozwalać na wszystko, ale o to by się dobrze komunikować. Zabraniać nie dla samego zabraniania, a dlatego że to niebezpieczne, albo mnie rani. Trudność rodzicielstwa bliskości, przez którą wielu rodzicom trudno je zaakceptować, to fakt, że efektów nie widać od razu. Nie ma tu konkretnych wskazówek, instrukcji, metod. To wypracowanie własnego sposobu na budowanie więzi, własnego sposobu opieki, to dopasowanie się tak by i rodzic i dziecko czuło się w tej relacji dobrze, czuło się ważne, szanowane i rozumiane.