Jak zrozumieć dziecięce emocje?

Dziecięce emocje są często ogromnym wyzwaniem dla rodziców. Doświadczamy tego każdego dnia, a skala tych emocji bywa naprawdę przeróżna. Zdarza się, że są tak intensywne, że jako rodzic przez dłuższy czas chodzisz na wyższych obrotach i jest to bardzo wyczerpujące. I to nie z Tobą czy z Twoim dzieckiem coś jest „nie tak”. Po prostu mówicie dwoma różnymi językami. Ale kiedy nauczysz się czytać i rozumieć, często trudne dla tego małego człowieka, emocje, zobaczysz, że jest między Wami nić porozumienia. A wasza relacja odgrywa w jej tworzeniu ogromną rolę.

Idealne rozwiązanie nie istnieje…

Zdarza się, że rodzice traktują dziecięce emocje pobłażliwie. Są dla nich niezrozumiałe i nieadekwatne do sytuacji, która w danej chwili się dzieje. Dlatego właśnie jest to takie trudne. Kiedy „odłączamy się” od dziecka i myślimy racjonalnie, to zupełnie tracimy z oczu to, co w tej konkretnej sytuacji przeżywa dziecko i co jest naprawdę ważne. Nie jesteśmy w stanie go wtedy zrozumieć. Nie, kiedy myślimy jak dorośli. Najlepszym sposobem, by dojść, skąd się biorą i jak działają emocje, jest zrozumienie mechanizmów, które się pod nimi kryją.

Pierwsza rzecz, która nasuwa mi się na myśl i która może Ci pomóc zrozumieć dziecięce emocje, to odwrócenie pytania: “dlaczego moje dziecko tak krzyczy?” czy „dlaczego moje dziecko gryzie i tupie nogami?”. Myślę sobie, że nie jest to najlepiej zadane pytanie. Już na początku niepotrzebnie komplikuje całą sprawę. Kiedy skupiamy się na efekcie, a nie na przyczynie, tracimy perspektywę i oddalamy się od zrozumienia głębszego sensu. Zapominamy o tym, co czuje dziecko, a to w tym wszystkim jest najważniejsze. Dlatego zamiast pytać „czemu moje dziecko robi tak i tak?”, lepiej jest zapytać “co dzieje się z moim dzieckiem w tej konkretnej chwili?”. Na to pytanie nam, dorosłym, łatwiej będzie odpowiedzieć i zyskamy jednocześnie dostęp do czegoś, co pozwoli lepiej radzić sobie w kolejnych, podobnych do tej sytuacjach.

Dziecięce emocje a budowa mózgu – jak może pomóc nam je lepiej zrozumieć?

Spokojnie, nie będzie nam tutaj potrzebny cały mózg. Wystarczy jego jedna część, ale to za jak istotna, czyli kora przedczołowa. To ona odpowiada za kontrolę impulsów, dzięki czemu możemy wyrażać świadomie emocje i nad nimi panować. To taki nasz wewnętrzny panel sterowania. Co ciekawe, ta część mózgu dojrzewa dopiero około 25 roku życia. I z jednej strony jest to niesamowite i aż trudno w to uwierzyć, a z drugiej pozwala to odpowiedzieć na nurtujące sporą część rodziców pytanie: „no to co jest z tym moim dzieckiem i dlaczego się tak zachowuje?”.

Zdarza się też, że słyszę od rodziców: „no ja nie wiem, co z niego wyrośnie…”. I dodając Ci trochę otuchy, powiem, że będzie tylko lepiej, ale pod jednym warunkiem. Jeśli dasz dziecku wsparcie, jakiego potrzebuje i podpowiesz mu, jak może radzić sobie ze swoimi emocjami, pokażesz, jak wyglądają te emocje, jak można je przeżywać i jak je rozumieć…

Wszystko stanie się prostsze. Dla Ciebie i dla dziecka. Bo z emocjami warto działać jak z nauką chodzenia. Nie oczekujemy, że niemowlak będzie chodził, ale nieco starsze dziecko już powinno. Bądźmy więc wyrozumiali i pamiętajmy, że mózg, a przede wszystkim kora przedczołowa, kształtuje się do około 25 roku życia. I oczywiście, że nie musimy aż tyle czekać, żeby dziecko pojęło czym są emocje i jak sobie z nimi radzić. To zadzieje się o wiele wcześniej. A o ile? To już zależy od nas rodziców, od samego dziecka i od relacji, jaką nim wytworzymy.

Bo mózg jest trochę jak cebula…

Pamiętasz bajkę o Shreku? A dokładniej scenę, która mówi, że ogry mają warstwy? Na podstawie tej bajkowej metafory chciałabym Ci coś pokazać. Mózg jest trochę jak cebula no i ma warstwy. Jedna z nich – kora nowa – jest tym, co nas wyróżnia i sprawia, że jesteśmy ludźmi, którzy myślą, analizują i podejmują decyzje. Głębiej, pod korą nową, znajduje się mózg limbiczny (emocjonalny), dzięki któremu emocje mogą ujrzeć światło dzienne. A jeszcze głębiej mamy to, co interesuje nas teraz najbardziej, czyli mózg gadzi. To dzięki, choć niektórzy mówią „przez”, mózg gadzi reagujemy odruchowo (uciekaj albo walcz). I często to w tym trybie prostych i chłodnych reakcji są dzieci.

Pomyśl w ten sposób: kiedy jesteśmy spokojni, wszystko jest super: myślimy i analizujemy bez większego problemu. Kiedy coś nas emocjonuje zaczyna działać mózg limbiczny i wyrażamy to, ale kiedy emocje sa bardzo silne, to włącza się mózg gadzi i na wierzch „wychodzi gad”. Działamy wtedy bardziej instynktownie. Myślenie się „wyłącza”, bo nie to jest teraz dla mózgu najważniejsze. On myśli w kategoriach przetrwania (uciekaj albo walcz). I tak, zagrożenia może w ogóle nie być, ale mamy to tak silnie zakorzenione, że nie jesteśmy momentami w stanie tych reakcji uniknąć.

A jak to wygląda u dzieci?

Mniej więcej do pierwszego roku życia dominuje właśnie mózg gadzi. Dzieci skupiają się głównie na przetrwaniu i potrzebach biologicznych takich jak sen, pragnienie czy głód. Emocje, które u nich widzimy, wynikają właśnie z tego etapu rozwojowego. Tu nie ma jeszcze logiki, analizy i wyciągania wniosków, bo nie jest to jeszcze ten moment. Kolejnym punktem przełomowym będzie włączenie się do działania mózgu limbicznego i zaczęcie wyrażania emocji. A po 3 roku życia zaczyna się już pojawiać logiczne myślenie, analizowanie i ten proces toczy się intensywnie aż do około 25 roku życia. Zwracam jednak Twoją uwagę, a słowa zaczyna. Kiedy na horyzoncie pojawiają się silne emocje, niezależnie od wieku, zdarza się, że wszystko to na nic. Człowiek cofa się do korzystania z tego, co oferuje mózg gadzi, czyli reakcji, które pozwalają przetrwać (chociaż tak naprawdę nic poważnego mu nie grozi).

Często, jako dorośli, myślimy o dziecięcych emocjach „nie tak”

Czemu „nie tak”? Bo dostrzegamy je dopiero wtedy, kiedy już się pojawiają. Na gorąco. Współcześni rodzice dużo wiedzą i dużo czytają, bo dostępność informacji jest o wiele większa niż jeszcze kilka lat temu. Internet stoi dla nas otworem. Możemy korzystać nie tylko z polskiej, ale i z zagranicznej literatury. Dodatkowo mamy social media, z których też dużo możemy się nauczyć.

Mimo całej tej wiedzy zdarza się, że działamy „nie tak”. Wiemy, że o emocjach warto rozmawiać, ale podczas konsultacji często słyszę od rodziców, że dziecko nie chce, nie słucha i nie docierają do niego logiczne argumenty. I to jest bardzo ważne zdanie. Te logiczne argumenty nie mają prawa dotrzeć, kiedy mózg gadzi jest włączony. Nie ma wtedy przestrzeni ani na rozmowę, ani na empatię a już tym bardziej na zrozumienie. I nie dlatego, że dziecko jest niegrzeczne czy robi to celowo. Korzysta po prostu z zasobów, które są dla niego w danej chwili dostępne, bo to potrafi.

Dlatego tak ważne jest, żeby uczyć dziecko o emocjach i o radzeniu sobie z nimi już od samego początku i to wtedy kiedy jest ono spokojne, w dobrym nastroju. Dzięki temu będzie mogło z nich dobrze korzystać nawet, kiedy kieruje nim przysłowiowy „gad”. Tak samo jak my, dziecko też potrzebuje treningu. Nie rozumie, co się z nim dzieje, co przeżywa, dlaczego i co może zrobić, żeby poczuć się lepiej. Naszą rolą jest mu w tym pomóc, by te dziecięce emocje stały się dla niego nieco bardziej zrozumiałe.

Co ogólnie powinniśmy wiedzieć o emocjach?

  • emocje płyną z wewnątrz, ale widać je też na zewnątrz (na początku czujemy, że coś gdzieś się w nas dzieje, a dopiero później pojawia się efekt np. zaciśnięte pięści, uczucie gorąca czy zaciśnięte gardło),
  • nie ma dobrych i złych emocji – są tylko te, których nam łatwiej i trudniej doświadczać. Każda z emocji jest ważna i każda jest nam potrzebna,
  • mamy wpływ na to, jak wyrażamy swoje emocje – warto być czułym na to, żeby nie ograniczać dzieci w ich emocjach i nie mówić, że mają ich nie wyrażać („nie złość się”, „nie smuć się”, „nie płacz”). Naszym celem jest, żebyśmy potrafili wyrażać emocje w sposób, który nas wspiera, a nie blokuje. Emocje są fajne, ważne, wartościowe, potrzebne, ale musimy pracować nad tym, co z nimi robimy,
  • emocje przemijają – trwają określony czas niezależnie od tego, czy są przyjemne czy nie. Te, których nie okazujemy rosną, kumulują się aż w końcu wracają ze zdwojoną siłą. Wtedy jest to prawdziwy problem, z którym trudno sobie poradzić. Kiedy dbamy o to, żeby wyrażać to, co czujemy na bieżąco, dbamy nie tylko o swój komfort i zdrowie psychiczne, ale też o innych, z którymi przebywamy,
  • możemy odczuwać kilka emocji jednocześnie – to bardzo częste np. podczas adaptacji w przedszkolu lub kiedy np. pierwszy raz zostawiamy dziecko w żłobku. Z jednej strony się cieszymy się z tego czasu, a z drugiej może pojawić się smutek i przerażenie. Warto, żeby dzieci wiedziały, że u nich może być podobnie. Mogą się cieszyć i tęsknić jednocześnie i to jest w porządku.
  • emocje są zaraźliwe – kiedy przeżywamy jakąś emocję, to ona często udziela się osobom w naszym otoczeniu (niezależnie czy jest przyjemna czy nie). Jeśli przejmujemy emocje od innych, trudniej będzie nam im towarzyszyć i ich wspierać. A kiedy w kontraście do trudnej emocji wykażemy się zrozumieniem i spokojem, jesteśmy w stanie pomóc komuś lub jeśli to nasze dziecko, to właśnie jemu, zapanować nad sytuacją.

Jak oswoić dziecięce emocje? Jak wspierać?

Kiedy mówimy o wsparciu w emocjach od razu przychodzą mi na myśl dwa sposoby: na zimo i na gorąco.

Działanie na zimno jest wtedy, kiedy nie ma sytuacji, która wytrąca dziecko z równowagi tu i teraz. Mamy komfort działania i myślenia na spokojnie. To najlepszy z możliwych sposobów wspierania dziecka w poznawaniu i rozumieniu tego, co się z nim dzieje. Jak możemy to robić? Poprzez relacje. To one pozwalają nam panować nad sytuacją i sprawiają, że dziecko będzie czuło się bezpiecznie. Dziecko musi czuć i wiedzieć, że ma gdzie wrócić i gdzie się schować. Kiedy się złości, nie znaczy to, że relacja między Wami jest popsuta. Efekt działań zobaczycie często o wiele później. Wato być jednak cierpliwym i wspierać dziecko w jego podróży z emocjami.

Jak budować relację z dzieckiem?

Jest na to kilka sposobów:

1.  Dawanie przykładu (modelowanie).

Często, kiedy rozmawiam z rodzicami, słyszę: “skąd u mojego dziecka to dziwne zachowanie? Gryzie, tupie, a przecież my tak w domu nie robimy”. I jasne, my, dorośli, możemy nie pokazywać takich zachowań, są one naturalnym dla dzieci sposobem rozładowywania emocji. Kiedy jednak pytam rodziców: „dobrze, nie krzyczycie w domu, kiedy jesteście źli, ale jak w takim razie radzicie sobie z trudnymi emocjami? Jakie są wtedy wasze reakcje?”.

I wtedy zapada cisza. Rodzice wycofują się, bo często jako dorośli po prostu o tym nie myślą. Warto zastanowić się co robimy w emocjach; przyjrzeć się sobie z boku i to przeanalizować. Na przykład jedną ze strategii radzenia sobie z emocjami jest krzyk lub podniesiony głos. Inną jest tłumienie emocje i działanie dalej jakby nic się nie stało. Dziecko to wszystko obserwuje i bierze coś dla siebie. Jak w takim razie ma ono od nas czerpać sposoby na regulację napięcia i emocji, skoro nie dajemy mu żadnego przykładu? Pokażmy, że też jako dorośli odczuwamy emocje i że różnie sobie z nimi radzimy. Raz lepiej, raz gorzej. Każdy nieco inaczej i to jest okej. Dziecięce emocje są podobne do naszych. Różnica polega na tym, że my znaleźliśmy już klucz, a dzieci dopiero zaczynają go szukać.

2. Psychoedukacja i nauka rozpoznawania emocji.

Z jednej strony wiemy, że powinno się rozmawiać z dzieckiem, ale z drugiej robimy to bardzo na około i często za późno. Działamy, kiedy coś już się dzieje i pomijamy podstawy. Tak samo jak uczymy dziecko, że trawa jest zielona, tak samo powinniśmy je uczyć o emocjach: czym jest złość, czym radość, a czym smutek itd. Ważne, żeby dziecko rozpoznawało emocje i wiedziało, kiedy jest złe, smutne, szczęśliwe, zadowolone itd. Dzieci tego zwyczajnie nie wiedzą (bo skąd?). Jeśli będziemy to z nimi ćwiczyć i działać świadomie, wszystko pięknie się ułoży.

3. Zabawa.

Zabawa jest bardzo ważna. Uczy i niepozornie kształtuje zachowania, które nam rodzicom czasem wydają się kompletnie bezcelowe. Zabawa pomaga regulować emocje i wspiera. W jej trakcie dzieci odgrywają wiele sytuacji, scenek i emocji, które dzieją się naprawdę, a o których być może nie potrafią jeszcze opowiedzieć. Może nam się też na przykład wydawać dziwne, kiedy dziecko zawija się w koc czy wchodzi pod stół. Czasem jest to zabawa, a czasem dziecko chce się podociskać i postymulowac układ nerwowy. To je wycisza, chociaż samo nie do końca wie czemu. My, dorośli, wiemy i możemy o tym z dzieckiem rozmawiać.

A jak radzić sobie z dziecięcymi emocjami „na gorąco”?

Największą skuteczność mają działania za „zimno”. Uczenie dziecka regulacji emocji kiedy jest spokojne, tak by z łatwością mogło sięgać po znane sobie sposoby kiedy mu trudno. Podpowiem Ci jednak kilka strategii „na gorąco”, które możesz wdrożyć, a które trochę Cię odciążą.

Po pierwsze, zarażanie emocjami.

Jako ludzie mamy w sobie coś takiego, co nazywamy wewnętrznym wi-fi. Przesyłamy emocje miedzy sobą, a one się nam udzielają. Kiedy widzimy na przykład, że ktoś się cieszy lub złości, trochę to przejmujemy. Naszą rolą, jako rodziców, jest mieć takie kompetencje, żeby w tej konkretnej i trudnej dla dziecka chwili nie przejmować od niego tych emocji. Warto zachować spokój i to właśnie nim starać się zarazić dziecko. Towarzyszyć, a nie zarażać się.

Po drugie, zrozumienie.

Warto naprawdę starać się zrozumieć emocje i to, co dziecko przeżywa w środku. Kiedy powiemy tylko, że widzimy, że się smuci, to często za mało. Chodzi o dostrojenie się do tych emocji, Mówienie: „widzę”, „słyszę”, „rozumiem”, „mam wrażenie, że” czy „obserwuję” i naprawdę czucie tego, co komunikujemy do dziecka. Tego typu zwroty pomagają i wspierają. Możemy powiedzieć: widzę, że jest Ci tak trudno, że aż powiedziałaś, że jestem głupia. Oczywiście nie akceptujemy destrukcyjnych i agresywnych zachowań, ale towarzyszymy. Nawet w tych trudnych i niezrozumiałych dla dziecka emocjach. W takiej chwili warto zadać sobie pytanie „co się dzieje?”, „jaka się za tym zachowaniem kryje potrzeba?”. To my, dorośli, musimy wyłapać te potrzeby i pomóc dziecku sobie z nimi poradzić. Być obok, wspierać i towarzyszyć (nawet, jeśli nie do końca sami to rozumiemy). Jeśli sami zrozumiemy dziecięce emocje, będziemy mogli pomóc w tym naszym dzieciom.

Dziecięce emocje to czasem prawdziwy rollercoaster

Bywają łagodne, ale mogą też być naprawdę intensywne. Towarzyszą nam codziennie. Jako dorośli, rozumiemy je raczej dość dobrze. Jesteśmy z nimi oswojeni, trenujemy je, wyrażamy, analizujemy. Nasze dzieci są dopiero na początku tej pięknej i niekończącej się drogi (nie tylko poznawczo, ale też biologicznie). Pamiętajmy, że ten mały człowiek, który dopiero wchodzi do tej emocjonalnej rzeki, nie wie jeszcze co jest czym, nie rozumie, co przeżywa, po co i czy to, co czuje na pewno jest w porządku.

Naszą rolą, jako rodziców jest im w tym pomóc, wesprzeć, ale przede wszystkim być obok i towarzyszyć. Dziecięce emocje są piękne i każda z nich jest ważna (nawet, jeśli z naszej perspektywy nie do końca ma sens). Przyjęcie innej perspektywy i niemyślenie jak dorosły, pomoże nie tylko w lepszym zrozumieniu emocji, ale też wsparciu i budowaniu relacji. A to właśnie relacja sprawia, że dziecko czuje się z nami bezpiecznie, komfortowo i chce szukać odpowiedzi. Pomyśl nad tym, kiedy następnym razem spojrzysz na swoje dziecko.