• Home
  • /
  • Psychologia
  • /
  • Czy dzieciom trzeba pokazywać prawdziwe życie? Czy to prawda, że nie można ich zagłaskać?

Czy dzieciom trzeba pokazywać prawdziwe życie? Czy to prawda, że nie można ich zagłaskać?

W czasach kiedy dużo mówimy o bliskości, wychowaniu w szacunku, bez kar i nagród wielu rodziców powtarza, że to niszczy dzieci, bo dzieci muszą poznać prawdziwe życie. Odczytują rodzicielstwo bliskości jako rozkładanie nad dzieckiem parasola ochronnego i usypywaniu im drogi płatkami róż. Szacunek i bliskość kładziona jest na równi z wychowaniem bezstresowym.

Główne zarzuty osób mówiących o wychowywaniu bezstresowym to wymienione w tytule „dzieci muszą znać prawdziwe życie”, „po co tyle gadać dzieckiem? To i tak nie dociera” „Niech się uczy, życie nie jest łatwe”. Chce dzisiaj w związku z tym przytoczyć kilka psychologicznych faktów.

Radzenie sobie ze stresem

Wyróżniamy trzy sposoby radzenia sobie ze stresem: zadaniowe (szukanie sposobu na rozwiązanie problemu), emocjonalne (myślenie życzeniowe) oraz unikowe (alkohol, gry, objadanie się). Badania mówią, że tą najskuteczniejszą czyli stawianie czoła trudnościom wykorzystują osoby, które mają dobrą samoocenę, poczucie sprawczości, empatie i optymizm. Nie trzeba mieć dyplomu z psychologii by domyśleć się jaki styl wychowania da te cechy. Z tego względu psychologa zaleca by zamiast „nie rycz, ogarnij się” powiedzieć „Widzę, ze jesteś smutny” nawet jeśli z naszej perspektywy to mały problem.

Każdy powinien znać swoje miejsce

Granice są potrzebne, niezbędne, i kluczowe do wychowania zdrowo funkcjonującego człowieka. Ważne jest jednak nie tyle wyznaczanie granic komuś, a stawienie własnych. Jest różnica między „dzieci i ryby głosu nie mają”, a „potrzebuję porozmawiać tylko z tatą”. Nie daje zakazu, ale nie godzę się na coś, co mi przeszkadza. Powtarzanie bezsensownego „bądź grzeczny” na niewiele się zda, ale pokazanie że szanujemy siebie nawzajem, już tak.  Dzieci nie mają co prawda doświadczenia ale mają poczucie tego co lubią, co chcą, co potrzebują. Rodzic, powinien te dziecięce aktywności szanować, co nie zawsze musi oznaczać akceptacje. Dzieci potrzebują dorosłego, który go jednocześnie poprowadzi i zatroszczy się o niego. Dziecko, które dorasta obdarzone zaufaniem i szacunkiem, które wyposażymy w poczucie własnej wartości lepiej poradzi sobie w życiu.

Bezpieczna baza

Kolejna z psychologicznych teorii, którą chce tu przytoczyć to teoria przywiązania. W wielkim skrócie mówi ona, że nawiązanie bezpiecznych relacji z opiekunem w dzieciństwie, sprawia że jesteśmy bardziej odważni, zdrowsi psychicznie i nawiązujemy trwalsze relacje. I ta właśnie pierwsza relacja z opiekunem, tworzy bezpieczną bazę. Taką dzięki, której można iść daleko – na pożarcie lwom, ocenom szkolnym, konfrontacjom z groźnym szefem.

Zamiast patrzeć na rodzicielstwo bliskości jako na „rozpuszczanie”, dawanie nadmiaru czasu i uwagi spójrzmy na to jako na inwestycje. Inwestycje w otwartego, pewnego siebie, pełnego empatii dorosłego. Bycie blisko dziecka, to nie moda, a ewolucja. A jeśli uważacie, że kiedyś tak nie było i wyrośliśmy na porządnych ludzi to wrócicie do tego artykułu.

I. Heszen-Niejodek, Z. Ratajczak (red.). Człowiek w sytuacji stresu. Katowice: Wydawnictwo Uniwersytetu Śląskiego