Mama wraca do pracy

Śmiejemy się wszystkie, że ten kto nazwał urlop macierzyński urlopem był niezłym dowcipnisiem. Kochamy nasze dzieci ponad wszystko, ale dni są monotonne i ciężkie zarazem. Czasem chciałoby się, żeby kryterium naszych ubrań było nie tylko „wygodne”, a nasze rozmowy były nieco ambitniejsze niż „zobacz jakie ładne słoneczko”.  Chcemy, żeby nasze dni nie toczyły się wyłącznie od pampersa do karmienia i z powrotem, ale mimo wszystko dla większości z nas, ten czas spędzony z dzieckiem jest najpiękniejszy na świecie. Nagle trach. Mama wraca do pracy.

Znam kobiety, które na ten moment powrotu do choć namiastki swojego starego życia czekają z utęsknieniem, znam też takie, które tego powrotu rwą sobie przysłowiowe włosy z głowy. Fajnie kiedy możemy ten moment odwlec do czasu kiedy uznamy, że nasze dziecko będzie gotowe na rozstanie, często jednak życie decyduje za nas. Tak na przykład jest z nami. Po pierwsze kredyty się same nie spłacają, po drugie psychologia to zawód, w którym trzeba być na ciągle bieżąco, a ja mam wrażenie, że zaraz wypadnę z rytmu. Czuje, że kiedy jestem w domu coś mnie omija. Jestem więc w momencie, kiedy chciałabym, ale się boje, bo jednak dla mojego dziecka jestem całym światem (ja i moje piersi).

Idealny moment na rozstanie?

Nie istnieje, albo mówiąc po psychologicznemu – to zależy. Rozstanie jest trudne dla obu stron, czasem wydaje mi się nawet, że dla mamy trudniejsze, a idealny moment to tylko gdybanie. Ktoś powie, że z młodszym dzieckiem jest łatwiej, bo potem tego nie pamięta. Prawda jest jednak taka, że młodsze dziecko po prostu nie jest w stanie nam powiedzieć co czuje. Nie będzie pamiętało tych dni, ale towarzyszące temu emocje już tak, choć nieświadomie.

Psychoanalitycy są zgodni, że pierwsze trzy lata życia są najważniejsze, o tym zresztą mówi też teoria przywiązania, o której kiedyś pisałam Wam tutaj. Nie oznacza to jednak, że mamy teraz rzucić wszystko i przez trzy lata poświęcić się dziecku, bo inaczej będziemy wyrodnymi matkami. Trzeba na to popatrzeć inaczej. Wracając do pracy, damy naszym dzieciom szansę czerpania również od innych, nowych opiekunów, czy tez rówieśników.  To, że się rozstajemy na kilka godzin, nie znaczy, że tracimy naszą relację. Owszem, na początku dzieci myślą, że jeżeli mama znikła z pola widzenia, to znaczy, że ją porwali.  Kiedy jednak mama reaguje na wołanie dziecka i wraca, dziecko uczy się, że ta mama wraca zawsze, dlatego wbrew opinii wielu, w tym niemowlęcym okresie powinniśmy być „na zawołanie”. Im więcej ma nas nasze dziecko, tym łatwiej poradzi sobie później z rozstaniem.

Czy przyzwyczajać dziecko do rozstania?

Poniekąd już odpowiedziałam Wam na to pytanie wyżej. Nie. Może nam się wydawać, że jeśli dziecko rozstawało się z nami wcześniej, to przyzwyczaiło się do tego, że mamy nie ma. Czy przyzwyczajenie do tego, że mamy nie ma, jest dobre? Sami spójrzcie jak makabrycznie to brzmi. Nie oznacza to jednak, że mamy siedzieć w domu non stop. Jeżeli mamy z kim zostawić dziecko, to korzystajmy z tego i idźmy na zakupy, do kina czy na spacer same, ale nie powinno to mieć nic wspólnego z treningiem rozstań.  Kiedy już wiemy, że lada moment przyjdzie nam zostawiać dziecko z nianią, babcią czy w żłobku warto, aby te rozstania były stopniowo wydłużane, od godziny, dwóch, do docelowego czasu rozstania. Robimy to na miesiąc, dwa przed tym trudnym momentem, a nie „na zapas” pół roku przed. Nie odstawiamy dziecka od piersi, tylko dlatego, że wracamy do pracy, nawet jeśli nasze dziecko zasypia tylko w ten sposób. Dajmy szanse nowym opiekunkom naszego dziecka. Dziecko nauczy się zasypiać inaczej u innego opiekuna, ale nie zrozumie dlaczego mama nagle przestała go do snu przytulać, nosić i śpiewać.

Rozstanie bez bólu

Dzieci płaczą i jest to normalna reakcja zdrowego dziecka, choć wiem, że ta wiedza ani trochę nie zmniejszy smutku mamy. Smutek i płacz przy rozstaniu jest wręcz pożądany, dopiero ten nieustający przez cały czas rozstania z mamą, powinien nas martwić. Często rodzicom wydaje się, że najlepiej jest znikać niepostrzeżenie, bo wtedy unikniemy trudnych sytuacji. Owszem unikniemy, ale to rozwiązuje problem tu i teraz, na dłużą metę uczy dziecko, że rodzic jest nieprzewidywalny i nigdy nie wiadomo kiedy zniknie, więc nie warto tego robić. Więc co robić? Przygotowywać! Tłumaczyć, mówić, opowiadać i… bawić się. Zabawa jest dobra na wszystko. Z młodszymi bawimy się w „akuku” i chowanego, ze starszym w ogrywanie scenek. Pamiętajcie też żeby nigdy nie straszyć swoich dzieci, jeśli kiedykolwiek powiedzieliście swojemu dziecku, że je zostawicie bo jest niegrzeczne, albo, że ktoś je zabierze jak się tak będzie zachowywać, to Wasze dziecko na pewno przypomni sobie te słowa właśnie w momencie adaptacji do żłobka/przedszkola/niani. No i.. to co najtrudniejsze. Dziecko czuje nasze emocje, wiec skoro my się boimy, to dla niego znak, że ono też powinno się bać. (Dlatego właśnie u nas na szczepienia chodzi tata, nie chce przerzucać na moje dziecko, moich strachów.)
No i najważniejsze. Wybierzcie dla swojego dziecka taką opiekę, która będzie spójna z Waszym modelem wychowania. Oczywiście, że w żłobku jest inaczej. Inaczej jemy, inaczej zasypiamy, inny jest rytm dnia, ale spójne powinno być podejście opiekunów.

Trzymam kciuki za Wasze rozstania!