Konsekwencja to nie klucz do sukcesu

Jednomyślni rodzice, wspólne stanowisko. Kara to naturalna konsekwencja nieposłuszeństwa. Konsekwencja i dyscyplina dają dziecku poczucie bezpieczeństwa i pozwalają „wyjść na ludzi”. Znacie to? A co jeśli Wam powiem, że to wszystko mit? Nie zawsze musi tak być, a brak konsekwencji przynosi wiele dobrego.

Nie mam zamiaru obalać tu teorii psychologicznych jakie istnieją od dawna. Popularny, behawiorystyczny nurt z którego wywodzi się zasada kar i nagród jest dobry. Nigdy nie wygra jednak z byciem uważnym i wrażliwym.
Większość rodziców ma spore trudności w byciu konsekwentnym. Zamiast więc wpisywać w Google „jak być konsekwentnym”, zastanówmy się dlaczego to takie trudne. Odpowiem Wam! Bo bycie zawsze konsekwentnym jest po prostu nienaturalne. Niewiele ma ono wspólnego z szacunkiem do dziecka.

Ale co z poczuciem bezpieczeństwa?

Nie wiem kto wymyślił tą bzdurę, że żelazna konsekwencja daje poczucie bezpieczeństwa.
Czy świat jest zawsze taki sam? Ja nie zawsze mam dobry humor. W domu lubię chodzić w starym dresie, ale nigdy nie pójdę tak ubrana do pracy. Jestem zupełnie inna kiedy jestem sam na sam z moim mężem, a kiedy jestem na urodzinach babci Krysi. Mój syn też spotka się z wielką różnorodnością (i całe szczęście! Oh jakie nudne byłoby jego życie gdyby wszędzie było tak samo!). Spotka różnych ludzi, z różnymi poglądami, z różnymi zasadami. Chcę by ich szanował, by umiał rozmawiać, próbował zrozumieć, a nie twardo trzymał się swoich zasad (lub co gorsza moich).
Świat jest niezwykle kolorowy, a moje dziecko ma okazje żyć w czasach gdzie sam może zbudować swoją tożsamość poznając różne wzorce. Nie widzę więc nic złego w tym, że w domu najpierw jemy obiad, a babcia przymknie oko na lody zamiast kotleta.

Tak mieszać dziecku w głowie!

Wierzę, że rozmowa i szacunek uczy dużo więcej niż sztywne regulaminy. Nauczenie dziecka współpracy,
a nie posłuszeństwa daje mu doby start w dorosłe życie. Ja i mój mąż jesteśmy zupełnie różni! Jesteśmy książkowym przykładem tego, że przeciwieństwa się przyciągają. Zgodni jesteśmy w zasadzie tylko w dwóch kwestiach.
Po pierwsze rodzina jest najważniejsza, po drugie w życiu chodzi o to żeby być szczęśliwym. Wszystko inne nas różni.
On spontaniczny, ja zawsze z kalendarzem w ręce. On marzyciel, ja realistka. Co więc dziwnego jest w tym,
że Piotrek wygłupia się z Franiem godzinami, a ja wole mu czytać książki? Jestem pewna, że wiedza, że ludzie są różni
i potrafią żyć w zgodzie mimo różnic, da mu dużo więcej niż obserwacja, że ktoś zawsze musi komuś ulec. Bo uwierzcie! Dzieci są świetnymi obserwatorami i szybko zauważą, że tata nie może głośno mówić swojego zdania. (bo jeśli chodzi o kwestię wychowania wiadomo, że mama zawsze ma racje, prawda?) O ile więc my z mężem szanujemy nasze różnice
i nie będziemy podważać swojego zdania i krytykować się przy Franiu, nie widzę w tej niekonsekwencji nic złego.

Dlaczego konsekwencja nie działa?

Podejmowanie działań ze względu na poczucie ich słuszności, a nie strach przed karą to cecha, która bardzo procentuje w przyszłości. Pamiętajmy więc, że jedyną konsekwencją nie posprzątanego pokoju jest bałagan. Nauczymy więc nasze dzieci, że porządkowanie daje przestrzeń do zabawy, ale jeżeli czasem jesteśmy naprawdę zmęczeni, możemy zrobić to jutro. Bądźmy prawdziwi, nie zawsze mamy dobry humor, siłę, chęci do wszystkiego. Nasze dzieci też nie. I to jest okej, żyjmy tu i teraz, a zasady niech ułatwiają nam życie. Szacunek do swoich i innych potrzeb buduję szczerą relację, nie widzę więc podstawy by bać się, że dzieciaki będą tą niekonsekwencje wykorzystywać.
Raczej docenią to, że są dla nas ważne nie zależnie od okoliczności.

A więc konsekwencja jest zła?

Wiecie kiedy będę konsekwentna mimo wszystko? Kiedy będzie chodzić o czapkę w środku zimy, przechodzenie na zielonym świetle i niewychylanie się przez okno. Zdrowie mojego dziecka nie podlega żadnym dyskusjom,
ale jeśli chodzi o relacje z ludźmi lepiej od zasad sprawdza się wrażliwość i empatia.