Baby Blues – skazana na smutek

Namiętnie czytałam poradniki o dzieciach, z radością wyczekiwałam dnia porodu, a dwa razy w tygodniu z uśmiechem na ustach gnałam na szkołę rodzenia. Odkąd pamiętam chciałam zostać mamą.
Kiedy byłam w ciąży szczęście wylewało mi się z kieszeni, a górnolotnymi przemyśleniami o mojej radości mogłam konkurować z Paulo Coelho. Wiedziałam, że macierzyństwo to nieprzespane noce i praca 24h na dobę, pomimo tego, niczego nie pragnęłam bardziej. Dlaczego więc, kiedy Franio pojawił się na świecie w moich uszach zamiast słodkich popowych piosenek i radosnego disco polo grał blues? Baby blues.

Okej, wiedziałam czym jest Baby blues, a depresja była jednym z ulubionych tematów moich wykładowców i na studiach wychodziła mi już uszami. Zupełnie nie brałam jednak pod uwagę, że może dotknąć mnie. Tak jakby świadomość istnienia jakiejś choroby mogła nas przed nią uchronić.

Jak najczęściej wyobrażamy sobie pierwsze chwile w domu z maluszkiem?

Nasze słodkie dziecko leży w ślicznym body, w pięknej, pachnącej Lovelą pościeli, a my wpatrujemy się w jego malutkie rączki i zachwycamy każdym oddechem. Ja dokładnie planowałam ten wyjątkowy moment!
Jaka była rzeczywistość? Tak, wpatrywałam się. Chwilę później zalewałam się jednak rzewnymi łzami.
Miłość okazała się nie być słodka, a słona – tak jak moje łzy.

Macierzyństwo jako kraina mlekiem i miodem płynąca?

Raczej emocjonalny roller coaster! Już w szpitalu miałam wrażenie, że każda z mam leżących na sąsiednich łóżkach zajmuje się swoim dzieckiem lepiej ode mnie. Czułam pełen pogardy wzrok pielęgniarek, kiedy prosiłam o sztuczne mleko, bo nie potrafiłam przystawić do piersi mojego dziecka.
Oto ja, matka nieporadna, wpatrująca się i owszem w mały cud, do którego jednak nikt nie dołączył instrukcji obsługi.
W najbardziej wyczekanym momencie mojego życia, o którym wszyscy mówią „najszczęśliwszy” ja czułam raczej smutek i przerażenie, które tylko czasem przeplatało się z zachwytem.
Wcale nie pomagał fakt, że ja w tamtej chwili dla mojego dziecka wcale nie byłam jedyna i wyjątkowa, tak jak to sobie wyobrażałam. Obsługiwać je mógł każdy kto posiadał sprawne ręce, a Frankowi nie robiło to żadnej różnicy.

Moje dziecko krzyczało w niebo głosy, a ja obolała po porodzie chciałam tylko żeby był cicho, żebym nie musiała wstawać. Karmiłam, przewijałam niczym automat i w zasadzie cieszyłam się kiedy ktoś inny koił jego płacz.
Kiedy spał, ja zamiast również oddać się objęciom Morfeusza zastanawiałam się… co dalej?
Co jest ze mną nie tak? Może ja się nie nadaje? A przecież jest już za późno żeby się wycofać.

SuperMother

Patrząc przez całe życie na moją mamę byłam pewna, że wraz z narodzinami dziecka, na nowo rodzi się kobieta – SuperMother z nadprzyrodzonymi mocami. Dziś wiem, że i owszem, rodzi się, ale może to jednak zająć dużo więcej czasu niż przeciętny poród.
Teraz już mam swoją krainę szczęściem płynącą, kiedy Franio zasypia, ja wcale nie chce spać, bo nie chce stracić ani sekundy tego co mam tu i teraz. Mogę wpatrywać się w niego godzinami, rozpływam się nad każdym jego uśmiechem, jego zaciśniętą dłonią wokół mojego palca. Nie wierzę, że go mam, że jest mój, a jego świat sprowadza się do moich ramion (No dobra i ramion taty, i dziadków i cioć…).

Recepta?

Bliskość. Bliskość życzliwych osób to to, co na pewno Cię uratuje. Doprawdy nie wiem dlaczego w szpitalach dostajemy tonę próbek kosmetyków dla naszych dzieci, a nie dostajemy poradnika dla naszych bliskich. Ja miałam to szczęście, że mogłam wypłakać się w poduszkę, schować w domu pod kołdrą i przeczekać, by dwa tygodnie później w pełni cieszyć się macierzyństwem. Szkoda tylko, że wtedy nie wiedziałam, że nie muszę się tego wstydzić, że nie muszę wpędzać się w poczucie winy, że każda kobieta, po porodzie ma prawo czuć się źle i nie musi udawać, że macierzyństwo od pierwszych dni jest słodką niczym lukier przygodą.

 

Baby Blues, dotyka około 50-80%  mam, występuje kilka dni po porodzie i utrzymuje się około dwóch tygodni.
Nie jest niczyją winą, nie świadczy o słabości.
Nie jest oblanym egzaminem z macierzyństwa.
Jest fizjologią. Burzą hormonów, efektem skoków progesteronu, estrogenu i kortyzolu, efektem zmęczenia i nagłych zmian psychicznych i fizycznych. Objawia się płaczliwością, zmiennością nastroju, drażliwością, przytłoczeniem. Przemija.

Drogi partnerze świeżo upieczonej mamy! Ta kobieta właśnie urodziła dziecko, a teraz sama musi na nowo posklejać siebie. Zrób jej ciepłej herbaty i daj jej czas. Ona ma prawo płakać, ma prawo wątpić, ma prawo być zagubiona. Bądź silny za siebie, za nią i Wasze dziecko.