Kiedy dziecko wcale nie chce gadać o emocjach

Co raz więcej i co raz głośniej mówi się o tym jak ważne jest rozwijanie dziecięcych kompetencji emocjonalnych, znamy już pojęcie inteligencji emocjonalnej. Dostrzegamy i chcemy nazywać dziecięce emocje. Chcemy pomagać dzieciom i towarzyszyć w tym co czują i dostajemy obuchem w twarz, bo słyszymy „mamo! Już nie mów do mnie o tych uczuciach!”

Co robić kiedy zewsząd słyszymy, że mamy rozzłoszczonemu dziecku powiedzieć co czuje, a widzimy, że naszemu wcale to nie pomaga, a nawet wręcz przeciwnie, dolewa tylko oliwy do ognia ? Czy to oznacza, że na nasze dziecko to nie działa? Zanim powiesz „tak” zastanów się nad kilkoma sprawami.

Czy naprawdę rozumiesz co czuje dziecko?

Ważna jest nie tylko treść komunikatów jakie kierujemy do dzieci, ale też to w jaki sposób to mówimy. Sukcesem w tym nazywaniu dziecięcych emocji, jest dostrojenie się do dziecka. Faktyczne zrozumienie tego co ono czuje. To wcale nie jest łatwe zadanie, wejść w dziecięce buty i spojrzeć na świat z innej perspektywy. My wiemy, że kolor kubka nie wpływa w żaden sposób na smak napoju, na wygodę picia, no na nic nie wpływa! I nawet jeśli mamy swój ulubiony, to świat nam się nie zawala kiedy czasem wypijemy w innym. Dla dziecka niebieski zamiast zielonego oznacza koniec świata. Trudno to zrozumieć.

Czy Ty znasz się na emocjach?

My dorośli, naprawdę mało wiemy o emocjach i mamy wielką trudność z mówieniem o nich. Nikt po prostu nas tego nie uczył. Nawet jeśli potrafimy wymienić całą listę emocji, to kiedy myślimy o tym co dziś czujemy, zazwyczaj jest to radość, smutek, złość albo „do bani” i moje ulubione „beznadziejnie”. Gama emocji liczy tymczasem kilkadziesiąt emocji, gdyby dobrze wczytać się dobrze w literaturę stworzylibyśmy listę nawet kilkuset. Każda z emocji ma kilka stopni intensywności i nazywając to co czuje nasze dziecko musimy dobrze trafić. Wyobraźcie sobie, że Wasze dziecko właśnie zgubiło swoje ukochane autko, Wy podsuwamy mu różne inne, równie fantastyczne i atrakcyjne zabawki, a ono rzucając nimi woła „nie chce tego!”, „nienawidzę świata!”. My w tym momencie, zgodnie z radami psychologów, mówimy „widzę, że jesteś zły” i to nie działa. Wiecie dlaczego? Dlatego, że ono wcale nie jest złe. Jest rozżalone, jest smutne. I choć w naszej dorosłej perspektywie to zachowanie ewidentnie oznaczałoby złość, to dziecko tej złości nie czuje ani trochę.

Czy potrafisz się dostroić?

Nawet kiedy dobrze trafimy i smutek nazwiemy smutkiem, to pamiętajmy, ze ten smutek ma 20 stopniową skale. I mówiąc o tym smutku musimy ton głosu dostroić do tego co czuje dziecko. Tak by dziecko słysząc to co mówimy, ale też ton naszego głosu, patrząc na naszą twarz, mimikę, mowę ciała, miało pewność, że dobrze je zrozumieliśmy. Nic nie da „Widzę, ze się złościsz, co mogę zrobić, żeby Ci pomóc?” kiedy jednocześnie mamy zaciśnięte zęby, albo myślami nastawiamy już pranie.

Okej, a co jeśli wiesz to wszystko, czujesz, że robisz dobrze, a to i tak nie działa?

Są i takie dzieci i tacy dorośli. Wynika to z wieku, z predyspozycji. A części nie pomaga to teraz, a za godzinę pomoże. Kiedy górę biorą silne emocje, mózg zachowuje się bardzo prymitywnie, odzywa się coś co nazywamy mózgiem gadzim, który odpowiada za przetrwanie. Co wtedy?

Pamiętajcie, że psycholodzy, pedagodzy to eksperci od dzieci, ale ekspertem od Waszego dziecka jesteście tylko i wyłącznie Wy. To Wy wiecie najlepiej co działa na Wasze dziecko, Wy najlepiej widzicie jego reakcje. Co więc możecie zrobić kiedy już wiecie, że na Wasze dziecko „to” nie działa? Dajcie przestrzeń na te emocje, bądźcie, pokażcie swoją obecność gestem, mimiką, powiedzcie, że jesteście na kanapie i kiedy dziecko będzie chciało to może do Was podejść. A jeśli nie przychodzi długo to możecie dać nowy sygnał, zanieść kubek z ciepłym kakao.
I wrócić do tego gadania o emocjach, wtedy kiedy dziecko będzie gotowe. Czasem ta gotowość jest wieczorem przed snem, a czasem dopiero za kilka dni.