• Home
  • /
  • Psychologia
  • /
  • Rzecz, którą o adaptacji powinien wiedzieć każdy rodzic…

Rzecz, którą o adaptacji powinien wiedzieć każdy rodzic…

Wrzesień czeka tuż za rogiem. Wraz z nim dla wielu dzieci i rodziców trudny czas adaptacji. Znam wiele placówek, które co raz częściej podchodzą do tego procesu z dużą empatią i łagodnością. I tak samo wiele miejsc, których zalecenia wzięte są z kapelusza i nie mają w sobie za krzty uważności na rozwój dziecka. Ekspertami od adaptacji stają się wszyscy. Każdy ma milion dobrych rad, a wiele z nich to „czary mary”.  A ja nie boje się powiedzieć tego, że choć jestem psychologiem i o dzieciach wiem sporo, to nie mam złotej recepty na adaptacje. Ale wiem jedną ważną rzecz na jej temat.

Skoro od pierwszych lat życia naszych dzieci powtarzamy, że każde dziecko jest inne i rozwija się we własnym tempie, dlaczego w okresie adaptacji oczekujemy, że na każde z dzieci zadziała to samo? Dlaczego piszemy „zrób to i to”, „nierób tego”? Dlaczego zakładamy, że wszystkie dzieci potrzebują w tym czasie tego samego? Brakuje tu miejsca na różne potrzeby, temperamenty, relacje i możliwości jakie mają dzieci. W adaptacji nie ma sztywnych ram. Zarówno dorośli, rodzice i nauczyciele jak i dzieci znamy tylko początek tego procesu, bo tylko on ma swój konkretny czas. Koniec jest trudny do przewidzenia.

Co robić?

Żegnać się długo i czule czy popchnąć dziecko przez próg przedszkola i uciekać? Rozmawiać tyle ile dziecko potrzebuje czy udawać, że nie słyszymy wołań dziecka i biec do pracy? Nie wiem. Nie powiem Wam, bo to zależy do dziecka. Lubię powiedzenie „krótkie pożegnania, długie przywitania”, ale to nie zawsze działa. Nie działa nigdy, jeśli nie myślimy o relacjach, a to one są zawsze kluczem do sukcesu! To my musimy pomóc zbudować dziecku relacje z nowymi opiekunkami. Naszym zadaniem jako rodzica, jest pokazanie nauczycieli jako fajnych ludzi, opowiadać o nich z zaciekawieniem. Pokazać, że my sami im ufamy. I z drugiej strony, niech nauczyciele nie boja się dać poznać dzieciom, w tempie, którego dzieci potrzebują. Anita z bloga być bliżej podsuwa świetny pomysł, na nawiązanie kontaktu z dziećmi przez pedagogów. Mówi o wsunięciu w szafki dzieci krótkiego liściku “Cześć jestem Ania, jestem Twoim wychowawcom. Lubie lody czekoladowe, a Ty?”

W tym wypychaniu dziecka do przedszkolnej sali, bardzo nie lubię słyszeć „on tylko przy mamie tak płacze!” Spokój kiedy mamy nie ma, może być tylko pozorny. Dziecko w przedszkolu czasami nie płacze, tak jak przy mamie, bo silne emocje są zarezerwowane dla najbliższych. Przy kim, jeśli nie przy mamie dziecko ma czuć się na tyle bezpiecznie, by pokazywać cały wachlarz swoich emocji? Bywa i tak, że spokój towarzyszący dziecku w przedszkolnej sali jest tylko pozorny, bo tak naprawdę jest paraliżującym strachem. I oczywiście nie zawsze tak jest. Nie rzadko dzieci naprawdę chwilę po wyjściu mamy cieszą się zabawą z dziećmi. Kiedy ja wyjeżdżam, to też mi smutno, że rozstaje się z moim synem, a jednocześnie chwile później bardzo cieszę się wypoczynkiem. Dla dzieci, takie rozstanie na kilka godzin bywa wiecznością. To co próbuje Wam powiedzieć, to, że konieczne jest zbudowanie wspólnego frontu między nauczycielem, a rodzicem.

A kiedy zostawić dziecko na dłużej? Kiedy powinno zostać do obiadu? Kiedy do drzemki? Określenie tu sztywnego terminu, np. po dwóch tygodniach widzę jako wróżenie z fusów. Jedyną prawidłową odpowiedzią jest – wtedy kiedy dziecko poczuje się bezpiecznie.

Czym jest gotowość przedszkolna?

Kiedy spotykam się z tym określeniem zazwyczaj słyszę o sygnalizowaniu potrzeb,  myciu rąk, samodzielnym spożywaniem posiłków, ubieraniu się. Nie umniejszam ważności tych aspektów, ale samą gotowość do adaptacji przedszkolnej widzę jako gotowość do budowania relacji. Relacji pełnych zaufania i wsparcia.  A ten aspekt, nie ma ram czasowych.  A jeśli ramy są, to bardzo szerokie! Pomóc może w tym właśnie wspólny front przedszkola i rodzica, ale też pokazanie dziecku, ze przedszkole niczego nie będzie zastępować, nie jest „zamiast”, a „oprócz”. I to rodzice nadal mogą i będą być absolutnym gwarantem wszystkiego. Poczuciu bezpieczeństwa nie pomaga nagłe odpieluchowanie, odstawienie od piersi, mówienie, że w przedszkolu to trzeba nożem i widelcem, a Pani to Ci pokaże jak tak się będziesz zachowywał!

A co pomaga? Czas i dawanie przestrzeni na emocje.

Potrzeby.

Skłamałabym gdybym powiedziała, że mam za sobą setki adaptacji. Dyplom psychologa obroniłam zaledwie dwa lata temu. Ale w tej mojej niedługiej karierze udało mi się rozwikłać kilka dziecięcych alergii na przedszkole. I wiecie co było ich przyczyną? Brak uważności na potrzeby maluchów. Chłopiec, który był w przedszkolu głodny, a nie widział jak poprosić  o dokładkę. Dziewczynka, której zawsze surówka dotykała mięsa, nie chęć do sikania kiedy nie można zamknąć drzwi. Znów wracam do relacji. Łatwiej jest kiedy wiemy, że w przedszkolu jest ktoś dla kogo nasze problemy nie będą głupie i śmieszne. Kiedy wiemy, do kogo się zwrócić.

Relacja. Trzymam kciuki, za Wasze nowe wrześniowe relacje!

A jeśli temat adaptacji Was ciekawi, polecam serdecznie wspomnianego przeze mnie tu bloga być bliżej, na którym znajdziecie całą serię poruszającą ten temat.