To (nie) moja wina

Nie śpi, wisi na piersi, w wózku nie poleży, tylko na rękach usypia, bo na rękach mu najlepiej.
Marudzę pod nosem, bo dziś akurat kumulacja, a w odpowiedzi słyszę, że sama sobie tego piwa naważyłam. Bezalkoholowego rzecz jasna, bo przecież mówiłam, że na piersi wisi.

Sama sobie jestem winna, bo przecież przyzwyczaiłam. Bo byłam na każde zawołanie, bo nosiłam i bujałam, i śpiewałam
i jestem zawsze w zasięgu wzroku. No i w ciąży co ja wyprawiałam! A przecież wiadomo jak świat światem, że jak mama
w ciąży spokojna to i dziecko potem. A ja co?
Studia, praca na kilka etatów, a i wesele się zaliczyło i tańce! A trzeba było leżeć, pachnieć i się owocami zajadać.
No mam co chciałam.

Bzdura

Nie przyzwyczaiłam. Ono się samo przez 9 miesięcy przyzwyczaiło się, że jestem zawsze blisko. Ludzie mają różne temperamenty i może Hania od sąsiadki zasypia sama. Ze smoczkiem i terową pieluszką przy buzi.
A moje dziecko jest genetycznie zaprogramowane na bardziej wrażliwe i kłócić się z tym nie będę, tak jak na niebieskie oczy się nie obrażam. Wisi na piersi, bo ma prawo. Ma niedojrzały układ nerwowy i nie zna innych sposobów na regulacje emocji. I budzi się w nocy co dwie godziny, bo chce sprawdzić czy wszyscy w domu. I w ogóle co to znaczy „dobrze spać”?
Kto ustalił te normę? Okej. Dla mnie to znaczy co najmniej do 8 rano i bez przerw, ale Franio wydaje się być wyspany
i pełen energii mimo wielu pobudek i rozpoczęcia dnia o 6 rano, więc może to właśnie jest jego „dobrze”?
Istnieją dzieci bardziej wymagające i mniej wymagające. Tak jak Ty lubisz kawę, a ja herbatę. Tak jak istnieją ekstrawertycy
i introwertycy. Temperament, to nic innego jak większe lub mniejsze nasilenie cech.

Niczyja w tym wina.

Pozbywam się rodzicielskiego poczucia winy, a jeśli i Ty czasami zadajesz sobie pytanie „co zrobiłam źle, że moje dziecko
nie jest takie jak jej?” – odpuść. I nie chodzi o to by usprawiedliwiać swoje marudzenie. Chodzi o to by zaakceptować
to jak jest, a nie obwiniać się. A narzekać mamy prawo, bo choć akceptuje moje dziecko w pełni, to nijak nie zmniejsza to mojego zmęczenia i bólu rąk. Bo utulić to 9kg szczęścia to naprawdę wysiłek!

Czujność

Nic nie zwalnia nas jednak z bycia czujnym. Upewnienia się, że nasze „wymagające” dziecko to kwestia jego temperamentu, a nie złego rytmu dnia, przebodźcowania, czy problemów natury medycznej.

Siły Wam życzę mamuśki!