Syndrom jedynka – czy na pewno istnieje?

Jedynak, pępek świata, maskotka, egoista, samolub, snob. Lista słów, które często używane są jako definiujące jedynaków potrafi być naprawdę długa. Na jedynaków często patrzy się przez pryzmat jedynactwa tłumacząc tym ich zachowania. Zazwyczaj doszukując się negatywów. Ile w tym prawdy?

Daleka jestem od etykietowania ludzi. Oczywiście, że znam jedynaków, którzy nie potrafią współdziałać i zadzierają nosa. Znam jednak też ludzi, którzy mają rodzeństwo i nie potrafią się dzielić, a z bratem i siostrą nie rozmawiają od lat.
Nie doszukiwałabym się tu jako czynnika determinującego ilości rodzeństwa lub jego braku, a raczej sposobu wychowania
i charakteru. To rodzicie i środowisko zaszczepiają w dzieciach wrażliwość i szacunek. Wychowywanie wymaga od rodziców ciągłej czujności i dużej mądrości by nie przegapić ważnych momentów i przekazać dzieciom to, co słuszne.
Nie wszystko jest czarno białe, jedynak nie oznacza zły, a mający rodzeństwo nie znaczy dobry. „Syndom jedynka”
jest tak samo często obserwowany u dzieci z wielodzietnych rodzin, kiedy jedno z nich jest faworyzowane.

Dlaczego jedynak jest zły?

Takie myślenie dominowało na przełomie XIX i XX wieku i to badania z tamtych lat potwierdzają negatywne cechy jedynactwa. Dziś są już nie aktualne, choć bardzo zakorzeniły się w społeczeństwie . Wtedy jedno dziecko w rodzinie było czymś „dziwnym”, rzadkim. Tak to już się utarło w świecie, że odmienne znaczy złe, a z dewiacjami trzeba walczyć.
W latach 70 zaczęło się to zmieniać choć i wtedy G. St. Hall wysunął tezę że „Bycie jedynakiem to choroba sama
w sobie.”

Z kolejnych badań wynikało już jasno, że rodzeństwo lub jego brak nie wpływa znacząco na cechy charakteru.
Z drugiej strony „Psychological Bulletin” pisało, że jedynacy są bardziej ambitni i mają wyższy poziom intelektualny.
Szczerze mówiąc nie widzę w tym nic dziwnego. Sama od kiedy mam dziecko, uważam wszystkie wielodzietne mamy
za bohaterki. Przy jednym maluchu nie raz trudno ogarnąć mi życie, nie wiem więc jak mama czwórki dzieci ma znaleźć czas na książki, wiadomości i osobny czas dla każdej pociechy. Bycie jedynakiem to, brak sytuacji konfliktowych i czas
na „dopieszczenie”. Otrzymanie dużego pakietu wsparcia zwiększa pewność siebie.
Najnowsze polskie badania do jakich udało mi się dotrzeć są z 2007 i wynika z nich, że to jedynacy częściej inicjują rozmowy, łatwiej budują relacje, mają większą chęć posiadania dużej liczby znajomych, rzadziej wchodzą w konflikty, a otoczenie jest dla nich bardziej przychylne.1. Jedynacy szybciej dorastają, mając poczucie, że nie mogą zawieść swoich rodziców, że zawsze muszą być rozsądni i odpowiedzialni. Często to nie tylko „poczucie”, ale duża presja.

A rodzeństwo?

Życie z rodzeństwem wydaje mi się prostsze. Kiedy poznałam mojego męża i jego siostrę naprawdę pozazdrościłam im,
że mają siebie i wspólnie mogą pomarudzić na rodziców. Mi pozostawało trzaskanie drzwiami i krzyczenie, że nikt mnie
nie rozumie. Mam też świadomość, że moi rodzice nie będą zawsze w tak świetnej formie jak dziś i to wyłącznie na mnie spocznie opieka nad nimi. Przytoczyłam badania, z których wynikało, że jedynacy rzadziej wchodzą w konflikty,
sądząc z autopsji – mam śmiałość wysunąć wniosek, że dlatego, że nie potrafią, a rodzeństwo miało wiele okazji by się tego nauczyć.

Bardzo ciekawią mnie Wasze doświadczenia! Idealna rodzina to ile dzieci?

1P. Połomski, A. Peplińska, Psychologiczny obraz jedynaków wobec społecznych stereotypów, w: T. Rostowska, A. Jarmołowska (red.), Rozwojowe i wychowawcze…, op. cit., s.187-195

Na podstawie:
1. M. Przctacznik-Gicrowska, G. Makicłlo-Jarża, Psychologia rozwojowa dzicci i młodzieży, Warszawa 1985
2. L. Turowska, Środowisko rodzinne jedynaka, ajego przystosowanie szkolne, Warszawa 1987