Poradniki, a intuicja.

Kojarzycie pewną popularną księgarnie na E? Sprawdziłam, w ofercie mają ponad 2000 poradników
o rodzicielstwie. Świat bombarduje nas coraz to nowymi teoriami i łatwym dostępem do wiedzy.
Mamy książki, blogi parentingowe, warsztaty i wykłady dla rodziców. I mamy rodziców, którzy mówią
„mi to nie potrzebne, ja mam intuicje”.

Któryś z moich wpisów zaczęłam od zdania „Przeczytałam kilkanaście poradników”. Mimo, że tamten post dotyczył zupełnie czegoś innego, to w komentarzach większość osób odniosło się wyłącznie do tych trzech słów. Pisząc, że nie warto czytać żadnych poradników, a należy wyłącznie zaufać własnej intuicji.

A ja się nie zgadzam.

Intuicja to podświadomy proces myślowy, który umożliwia szybkie dopasowanie sytuacji do znanych nam zależności.
Jest dla człowieka rzeczą zupełnie naturalną, tak jak instynkt dla zwierząt. Zwierzęta jednak nie mają wyjścia, a ludzie tak. My mamy wybór i możemy podążać za intuicją, wiedzą lub jednym i drugim jednocześnie. Uważam, że szczególnie
w macierzyństwie – rodzicielstwie intuicja powinna iść w parze z wiedzą.

Słowo „Poradniki” jest w tym poście używane jako dużo uproszczenie. Nie ważne czy wiedzę czerpiemy z książek, wykładów, warsztatów, rozmów ze specjalistami. Sama nie raz mówiłam wam, że nie ma prawd uniwersalnych, to nie chodzi o to aby czuć presje poradników i wprowadzać w życie podręcznikową wiedzę 1:1, ale o to by tą wiedzę mieć.

Nie zrozumcie mnie źle. Uważam, że intuicja jest wspaniała, a matka natura wspaniale to wymyśliła! Większość z nas,
po porodzie dostaje w prezencie instynkt macierzyński. Dla większości ludzi na świecie, rodzicielstwo jest bardzo naturalne i
nie raz zachęcałam Was żeby z tego korzystać. Przypomnijcie sobie choćby wpis „Jak dobrze wychować dziecko?”

Ale intuicja nie zawsze się sprawdza.

W przypadku małego dziecka, rzeczywiście sprawa nie jest trudna. Co raz mniej rodziców potrzebuje rad o noszeniu, tuleniu, bliskości, reagowaniu na potrzeby, bo są to rzeczy dla nich naturalne i nie wyobrażają sobie, aby mogli postępować inaczej.
Ale intuicja to nie wszystko. Nie raz widzę jak intuicja podpowiada rodzicom by nosili dzieci przodem do świata, bo „
dzieci lubią widzieć”, obserwuje jak maluchy są nieprawidłowo przewożone w fotelikach, jak mamy przedwcześnie rezygnują z karmienia piersią, bo nie mają odpowiedniej wiedzy. Ostatnio słyszałam, ze tylko 4% polek karmi wyłącznie mlekiem matki do ukończenia 6msc życia, choć WHO uważa to za najlepsze co możemy dać naszym maluchom.
No cóż, intuicja nie robi z nas pediatry, fizjoterapeuty, dietetyka, doradcy laktacyjnego ani psychologa.
Poza przeczuciem, niezbędna jest wiedza.
Idąc dalej, wcale nie jest łatwiej. Czy bunt dwulatka naprawdę istnieje? Skąd się bierze? Jak reagować na wybuch złości? Intuicja być może podpowie Wam co robić, ale czy nie warto również rozumieć? Znać mechanizmy?

Wiedza to nie wszystko

Można przeczytać setki poradników. Ba! Można przebrnąć przez 5 lat psychologii i jeszcze zrobić doktorat, a i tak nie uda się empatycznie rozmawiać z dzieckiem, w myśl teorii porozumienia bez przemocy,  a chwilę później zająć się edukacją domową naszego dziecka. Żadna metoda wychowawcza nie zwalnia z myślenia. Dobrze jest wiedzieć o mechanizmach,
choć wiem, że nadmiar wiedzy może też przytłaczać. Jednak im więcej czytamy, im więcej słuchamy, im więcej wiemy,
tym bardziej jesteśmy świadomi. Łatwiej nam intuicyjnie dopasować nabytą wiedzę do naszego dziecka i naszej rodziny. Intuicje w rodzicielstwie traktuje jako zaufanie do siebie, wiarę, że dokonuję dobrych dla mojego dziecka wyborów.
A tą wiarę w tych kwestiach, w których to możliwe opieram na naukowych faktach.

I nie chodzi o to by przekonywać się wzajemnie do swoich jedynych, słusznych teorii. O ile nie trafiło nam się „dziecko idealne” to i matka poradnikowa i matka intuicyjna polegną tak samo.