Nie wychowam go dla niej

Franio miał kilka dni kiedy ze wzruszeniem popatrzyłam na niego i pomyślałam, że teraz będę bronić go przed całym złem, dawać, wszystko co najlepsze, a wszystko to dla jakiejś innej kobiety z którą kiedyś on się zwiąże, która mi go zabierze. Chwilę później miałam ochotę palnąć sobie w łeb i głośno zaczęłam się śmiać. Nie wiem jak taka głupota w ogóle mogła przyjść mi do głowy, pewnie usłyszałam to gdzieś i wróciło.

Nie wychowujemy dzieci dla przyszłej żony, ani dla przyszłego męża. Takie przedmiotowe traktowanie nie przynosi nic dobrego. Nie wychowujmy ich też dla siebie. Uciekajmy od mamisynków gdzie pieprz rośnie! Dzieci wychowujemy dla nich samych. Franio ma być mądrym, szczęśliwym, otwartym człowiekiem, który będzie umiał dążyć do celu i walczyć z problemami. Dorosły, rozsądny Franek (Franciszek?) będzie umiał i chciał dać szczęście drugiej osobie.

Facet też człowiek

Często słyszę, że facet powinien być twardy, umieć utrzymać rodzinę, być silnym, że nie może być lekko. Nie ma że boli,
a jeśli boli to znaczy, że ciapa. Oh! Co za bzdura! Facet przede wszystkim też człowiek. A ja przede wszystkim obserwuje,
ze ludziom dziś brakuje jednego. Akceptacji samego siebie. Trudno kochać kogoś innego i dawać szczęście innym jeśli najpierw nie ogarnie się tych rzeczy samym ze sobą. Kiedy lubimy siebie, wszystko przychodzi nam łatwiej.
Ludzie jakoś bardziej nas lubią, my mniej rzeczy się boimy i łatwiej nam docierać tam gdzie chcemy.

Prawdziwy facet to dla mnie ten, który jest szczery, prawdziwy. Który nie boi się głośno mówić co myśli i potrafi przy tym szanować innych. To ten, który potrafi słuchać. To ten który zna granice. Który troszczy się o tych których kocha,
nie dlatego, ze powinien, a dlatego, ze to naturalne. Ten, który nie wstydzi się emocji.

Facet też człowiek. Nie widzę więc zajęć i zachowań męskich i nie męskich. Nie rozumiem, że coś wypada,
a czegoś nie, tylko ze względu na płeć. No może jedno! Równości płci nie popsuje przepuszczenie kobiety w drzwiach.

Męskość to nie siła

Kiedy dziś myślę o tym kiedy mój tata wydał mi się najbardziej „męski” przypominam sobie te chwilę kiedy tańczył ze mną na środku ulicy, kiedy pozwalał robić sobie najbardziej fikuśne fryzury, kiedy smażył naleśniki na kolację i robił najlepsze bułki do szkoły. To chyba nie uchodzi za męskie, co? A jednak kiedy dziś dzieje się u mnie coś złego, dzwonie do taty ufając
że to on obroni mnie przed światem, a już na pewno znajdzie rozwiązanie każdego mojego problemu.

Mój syn będzie silny, bardzo w to wierzę. Choć siłę będzie czerpał nie z mięśni, a z głowy. Siłę, którą zbuduje z poczucia,
że zawsze może wrócić, schować się w domu, w ramionach rodziców.

I mam apel do tatusiów. Panowie, Wam też Wasza męskość nie zmaleje przez bycie miękkim, dla żony, dla dziecka. Szczególnie kiedy ta męskość to przytulanie, mówienie przepraszam, kocham i posprzątanie wspólnego domu.