Dzień świstaka.

Wychowałam się w naprawdę fajnej rodzinie, mam więc dobre wzorce. Dyplom psychologa i kilkadziesiąt przeczytanych „”mądrych książek o dzieciach” daje mi też całkiem niezłe przygotowanie teoretyczne, a praca z młodzieżą oswoiła mnie z trudnymi sytuacjami. Mam też dom i super męża. A mimo to nie jestem mamą idealną.

Moje dziecko znów zasnęło dopiero po północy, a wstało o 5. Między tym mieliśmy tryliard pobudek. Wstaje choć może właściwsze byłoby tu słowo, „zmartwychwstaje”. Podchodzę do łóżeczka i kiedy słodko szepczę „dzień dobry słoneczko” to w myślach mam kilka soczystych, niecenzuralnych słów. Dzień dzisiejszy znów zlał się z poprzednim i z jeszcze poprzednim. Karmię i jednocześnie przewijam Facebooka choć wiem, że powinnam wpatrywać się w piękne oczy Frania, ale Facebook, to ostatnio mój jedyny kontakt ze światem. Na oglądanie wiadomości nie mam czasu, a Facebook to taka pigułka wszystkiego. Obrzygana bluzka przestaje mi przeszkadzać, no bo w sumie bluzka jak bluzka. Przypominam sobie, że miałam umówić dziecko na szczepienie. Nawaliłam. Robię obiad i cieszę się, że mamy psa i to on posprząta za mnie to co spadło, kiedy jedną ręką mieszałam zupę, a drugą trzymałam dziecko. Powinniśmy iść na spacer, ale po przeanalizowaniu za i przeciw, znajduje więcej przeciw, więc zostajemy w domu. Krzyk Frania przy ubieraniu czapki przeważa nad zaletami świeżego powietrza. Kiedy Piotrek wraca z pracy, w progu przekazuje mu dziecko, choć wiem, że w pracy miał trudny dzień. Biorę się za prasowanie, ale mam wrażenie, ze ta sterta ubrań wcale nie maleje. Zastanawiam się jaki to wszystko ma sens i czy ten dzień świstaka się kiedyś skończy?

Jak żyć?

Bywają takie dni jak ten wyżej, kiedy chcę uciec na księżyc, albo założyć czapkę niewidkę. Kiedy żałuje, że nie zjadłam Frania, wtedy kiedy był słodki. Ale mimo tego, że czasem potykam się o własne nogi wiem, że jestem dobrą mamą. Widzę to codziennie kiedy moje dziecko szczerzy się do mnie swoim bezzębnym uśmiechem. Wrzucam na luz i cieszę się po prostu tymi moimi ośmioma kilogramami szczęścia. Nie zależy mi na Pomniku Matki Idealnej, na medalach i nagrodach. Wystarczy mi, że mimo wszystkich niedociągnięć dla mojego dziecka jestem najlepsza, bo przecież nikt tak jak ja nie potrafi ukoić jego smutków, nikt tak dobrze jak ja nie czyta bajek, nikt tak dobrze nie udaje zwierzątek.

Przytulam się mocno do Frania i ładuje akumulatory. Wiem, że kiedy ktoś za parę lat zapyta mnie o najszczęśliwsze momenty w moim życiu wymienię właśnie ten czas i wierzę, że moje dziecko też powie, że miało szczęśliwe dzieciństwo, nawet jeśli czasem nie było doskonale. Kocham ten mój dzień świstaka. Moje dziecko jest najlepsze na świecie!
A nie od dziś wiadomo, że za każdym fajnym dzieckiem stoi fajna mama.