Matka (nie)karmiąca

Kiedy zaczęłam karmić piersią, nieustannie zadawałam sobie pytanie co kierowało autorami książek, którzy jeszcze w czasie ciąży wmawiali mi jakie karmienie piersią jest cudowne. Bynajmniej nie było. Nieustannie łzy ciekły mi po policzkach, a ja zadawałam sobie pytanie czy warto się męczyć,
czy może jednak sięgnąć po kupioną przez męża „na wszelki wypadek” puszkę.

Franek nie umiał ssać, położne w szpitalu nie chciały pomóc kwitując krótko, że co ze mnie za matka skoro nie umiem nakarmić własnego dziecka. W domu pomógł mi doradca laktacyjny, ale skuteczna okazała się tylko mało dla mnie wygodna pozycja „spod pachy”. Przez opóźnienie w rozpoczęciu jedzenia przez Frania, najpierw miałam bardzo mało pokarmu, a później walczyłam z wielkim nawałem i zatkaniem kanalika. W dodatku piersi były bardzo tkliwe i karmienie po prostu bolało. Jeszcze w ciąży kupiłam biustonosz, poduszkę do karmienia, ale nikt nie wspomniał o konieczności posiadania kija, żeby go sobie wsadzać w zęby i zagryzać ból. Miałam ogromne poczucie odpowiedzialności, bo wiecie, rodzicielstwo bliskości, magiczna więź z dzieckiem i przede wszystkim świadomość, że lekiem na żółtaczkę, z którą się zmagaliśmy jest częste ssanie piersi. Wszystkiemu towarzyszył Baby Blues i hektolitry wylanych łez. W dodatku ciągle wybrzmiewały mi w głowie słowa szpitalnych położnych „Odpręż się, zatrzymujesz mleko!” Serio, obolałe piersi to słaby relaks, a wpędzanie mnie w poczucie winy wcale nie pomagało.

Karmienie piersią, a psychologia

Nasze trudności z karmieniem uświadomiły mi, że mimo wielu akcji propagujących karmienie piersią ciągle zwraca się uwagę tylko na jego zdrowotne aspekty, w tym głównie wspomaganie odporności dziecka. Przygotowując kobiety
do karmienia, poświęca się wiele czasu na techniczne aspekty tej czynności. Wiemy jak często karmić, znamy pozycje,
wiemy w jaki sposób dziecko ma obejmować pierś. Nie wiele mówi się jednak o psychologicznym aspekcie tej czynności,
poza ogólnikowym „karmienie piersią tworzy magiczną więź”. Powiem więcej!
Przez 5 lat studiów psychologicznych ani razu nie zetknęłam się z tematem karmienia piersią! Podpytałam też koleżanki studiujące na innych uczelniach oraz te po pedagogice i nigdy nikt nie przekazał im profesjonalnej wiedzy.
Jestem w stanie jednak domyślić się co kryje się pod „magiczną więzią”. Karmienie piersią rzeczywiście stwarza okazję
do wyjątkowej bliskości. W dodatku stawia matkę w roli osoby niezastąpionej, a tym samym może być źródłem niezwykłej satysfakcji, w końcu to tylko ona zaspokaja potrzebę głodu dziecka. Musimy jednak pamiętać, że ssanie piersi zaspokaja też nieodżywcze potrzeby – działa uspokajająco. Jest idealną okazją do przytulania, okazywania czułości,
bycia sam na sam. To wszystko stymuluje zmysły, a tym samym rozwija. Ssanie piersi daje dziecku nie tylko pokarm,
ale przede wszystkim ciepło i poczucie bezpieczeństwa. Połączenie tych dwóch rzeczy wspomaga regulacje emocji,
a maluszki mają z tym dużym problem.

Od nienawiści do miłości.

Dałam sobie 6 tygodni, tyle ile twa połóg. Umówiłam się sama ze sobą, że po tym czasie przestanę się zmuszać,
idąc tropem „szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko”. Po tym czasie nie było się jednak już nad czym zastanawiać.
Piersi się zahartowały, Franek nauczył się ssać, a pierś okazała się lekiem na całe zło. Na głód, na strach, na gorączkę,
na problemy z zasypianiem. W dodatku choć to raczej egoistyczne myślenie, jest to jedyna rzec, której nie da mojemu dziecku nikt inny!
Dziś karmienie to sama przyjemność. Franio je, a ja mam czas dla siebie. Książka, facebook, a ostatnio kurs angielskiego online! Czasem tylko na chwile przerywamy te nasze czynności żeby się do siebie uśmiechnąć.

A więc trzeba karmić piersią?

Ja moją własną walkę o karmienie piersią wygrałam i słowo „walka” jest tu jak najbardziej uzasadnione.
Były pot, krew i łzy. Przyszła jednak radość, satysfakcja i duma, bo była to walka warta świeczki. Nasza przygoda trwa w najlepsze i mam nadzieję, że potrwa długo. Wiem jednak, że nie warto walczyć za wszelką cenę. Budowanie słynnej „magicznej więzi” opiera się przede wszystkim na emocjach, które dziecko wyczuwa doskonale. Nic więc nie będzie z tej magii, kiedy dziecko wyczuwa złość. Karmienie za pomocą butelki nie skreśla przecież możliwości bliskości, a uśmiech mamy jest dużo ważniejszy niż sposób karmienia.

Jeśli jednak tylko chcecie karmić piersią, przypomnijcie sobie moją historię i pamiętajcie, że tą walkę można wygrać.
Nie ocenione jest tu wsparcie Waszych najbliższych. Warto też znaleźć Doradce Laktacyjnego w Waszej okolicy.
Ja trafiłam na cudowną Panią Agatę, która była moim aniołem stróżem. Moja mleczna przygoda trwa już pół roku
i nic nie zapowiada, żeby szybko miała się skończyć. Dzisiaj karmimy się w najlepsze, w każdym miejscu.
Karmienie okazało się tez, świetną okazją do zakupów! Ja pokochałam ubrania Cool Mama, które umożliwiają swobodne, a jednocześnie dyskretne karmienie. Ich dodatkowym atutem jest to, że się nie gniotą, a to doceni każda mama.

A jak wyglądała Wasza historia karmienia?