Kiedyś tak się robiło i nic nam nie jest

To zdanie, które zawarłam w tytule jest najczęstszą odpowiedzią na każde z doniesień naukowych. Czy to dotyczących diety, sadzania niesiedzących dzieci, używania chodzików, czy też stawiania dziecka w centrum. I to ostanie, ze względu na mój zawód, najbardziej mnie porusza.

Co raz więcej rodziców stara się by ich rodzicielstwo było świadome. Z resztą jeśli tu jesteś, to zakładam, że właśnie z tego powodu. Pojawiają się kolejne nurty. Rodzicielstwo bliskości, pedagogika Montesorri, RIE. Wiele kwestii je różni, ale jedna łączy. Szanowanie potrzeb dziecka. Coraz więcej mówi się o dzieciach jako niezależnych jednostkach, o tym, że powinniśmy być czujni na ich emocje, o bliskości fizycznej i psychicznej, o indywidualności dzieci.

Moda

Często słyszę, że to dzisiejsze podejście do wychowania dzieci, to tylko moda i jak każda inna zaraz minie. Słucham tego z przykrością, bo wiem, że to nie jest trend, a wyniki badań. Wieloletnich i rzetelnych badań prowadzonych przez pedagogów, psychologów i neurobiologów nad procesami zachodzącymi w dziecięcym mózgu. To co dziś wiemy, to po prostu efekt rozwoju. W innych dziedzinach nauka naprawdę daleko nas doprowadziła, nikt nie wyobraża sobie dziś życia bez prądu i samochodów. Dlaczego więc z taką rezerwą traktujemy doniesienia o ludzkich możliwościach?

Kim moglibyśmy być?

Kiedy ktoś mówi mi, że jego rodzice tak robili i wyrósł na porządnego człowieka, mam ochotę zapytać, czy zastanawiał się kiedyś gdzie byłby dziś, gdyby jego rodzice byli inni. To trudne przyznać, że nasi rodzice popełnili jakiś błąd, przecież kochamy ich, a oni kochają nas. Bardo trudno jest zmienić myślenie, schematy zakorzeniają się naprawdę głęboko. A czy rzeczywiście „nic nam nie jest”? Czy czujemy się silni, pewni siebie, czy potrafimy dążyć do wyznaczonych celów, czy radzimy sobie ze swoimi emocjami?

Obserwując dzisiejsze społeczeństwo mam spore wątpliwości. Statystyki też zresztą nie mówią na naszą korzyść. Czy wiecie, że około 7,5 miliona dorosłych polaków cierpi na zaburzenia psychiczne? Mój humanistyczny umysł mówi, że to co 6 osoba. Do tego możemy sobie dołożyć osoby uzależnione i wyjdzie, że każdemu z nas coś dolega. W 2016 odnotowano 9861 prób samobójczych. Czy rzeczywiście więc nic nam nie dolega?

Nie szukajmy ideałów

Nie chodzi o to by obstawiać przy jednym nurcie rodzicielstwa, nie powiem Wam jaki jest jedyny słuszny, bo takiego po prostu nie ma. Chodzi o to, by być otwartym na to, co mówi współczesna nauka i powiększać swoją świadomość. Nie róbmy konkursu na idealnych, nowoczesnych rodziców, ale starajmy się po prostu być codziennie lepszą wersją siebie. Do tych więc co stoją po jednej stronie barykady mam apel: otwórzcie głowy, chciejcie wiedzieć, próbujcie zrozumieć, nie bójcie się zmiany, tych drugich, którzy krzyczą „słuchaj swoich dzieci” proszę by nie krzyczeli zbyt głośno, wiedzę można podsuwać, radzić kiedy ktoś o tą radę pyta, ale nie wolno nikogo zmieniać na siłę. My idziemy własną ścieżką, nie godzimy się na wypłakiwanie, rozumiemy, że dzieci mają prawo do złości, wiemy, że jarmuż to złoto, a biały cukier w kaszkach znanej marki na N to zabójstwo. To jest okej, ale nie wpadajmy w pułapkę nawracania. Dzieci najlepiej uczą się przez obserwacje, w duchu bliskości nie potrzebujemy narzędzi, może i do przekazania naszej wiedzy innym rodzicom tych narzędzi nie używajmy? Może po prostu róbmy swoje?

 

Źródła:

https://stat.gov.pl/download/gfx/portalinformacyjny/pl/defaultaktualnosci/5746/5/1/1/zamachy_samobojcze__w_2016_r..pdf

Moskalewicz, A. Kiejna, B. Wojtyniak Kondycja psychiczna mieszkańców Polski : raport z badań „Epidemiologia zaburzeń psychiatrycznych i dostęp do psychiatrycznej opieki zdrowotnej – EZOP Polska”, Instytut Psychiatrii i Neurologii, Warszawa, 2012