Dlaczego nie chce żeby mój syn był „dobrym dzieckiem”?

Dobre, grzeczne, posłuszne dziecko to marzenie większości rodziców. Ale nie moje. Ostatnie czego chce,
to by moje dziecko było dobre. Czy w związku z tym wychowam potwora?

„Dobre dzieci” nie złoszczą się, nie hałasują, nie krzyczą, są posłuszne, zawsze miłe, zawsze uśmiechnięte. I moje ulubione „są ładne”, znacie to? „O jaki ładny chłopczyk, o jaka śliczna dziewczynka’ . Krótko mówiąc nie wchodzą dorosłym na głowę i są dość proste w obsłudze.
A ja nie chce mieć „dobrego dziecka”. Matka wariatka, co?
Nie, ja po prostu domyślam się (wiem?) jaką cenę płacą dzieci za bezwzględne posłuszeństwo.

 „Dobre dzieci” to najczęściej słabi dorośli.

Serio. Skoro nie wolno mi się złościć i smucić, to zaprzeczam, że to właśnie czuje, a stąd już tylko krok do zaburzeń emocjonalnych. Jeśli Twoje dziecko robi wszystko, by być posłuszne i spełnić Twoje oczekiwania , to skąd ma wiedzieć jakie są jego potrzeby i jakie jest naprawdę. Dzieci mają ogromną potrzebę akceptacji, więc będą posłuszne,
by tą akceptację dostać. W przyszłości będą tak samo posłuszne partnerowi, szefowi, kolegom z pracy. Będą przyzwalać na ich złe traktowanie, wykorzystywanie,  nieposzanowanie ich praw no bo… skąd mają wiedzieć, że w życiu mają jakieś prawa? Zostały nauczone, że mają być „dobre”. Dorosłe „dobre dzieci” będą czuły, ze coś jest nie tak, że nie ma w nich zgody na to co się dzieje, ale nikt nie nauczył ich, że czasem można (trzeba?) powiedzieć głośno „nie” i tupnąć nóżką.

 A więc dzieci nie muszą być „grzeczne”?

Muszą, to znaczy powinny. Tak samo jak dorośli powinni być kulturalni. I właśnie tego je nauczymy!
Zastanówmy się jakie zasady mają sens. Czy ważne jest to, żeby Twoje dziecko było ślicznie ubrane, czy wystarczy adekwatnie do pogody? Czy konieczne jest zjedzenie całego obiadu, czy wystarczy zjedzenie do syta?
Czy dziecko musi godzić się by babcia go całowała jeśli mu się to nie podoba, czy wystarczy kiedy grzecznie powie „Babciu, nie mam ochoty na pocałunki”.
Dziecko, które nauczymy mówić „nie”, powie również  „nie” kiedy ktoś obcy będzie próbował wziąć je na przejażdżkę. Tupiące czasem nogą dziecko, będzie umiało ochronić się przed wieloma niebezpiecznymi sytuacjami. Będzie wiedziało co czuje, czego chce, będzie umiało walczyć o swoje marzenia, a tym samym zajdzie dużo dalej niż „dobre dzieci”.

Szacunek kluczem do sukcesu.

Chcę żeby Franek wiedział, że kocham go zawsze, bezwarunkowo. Nie dlatego, że wykonuje moje polecenia i nie sprawia kłopotów. Nie chcę by motywacją do działania był dla niego cukierek lub brak kary. Szanuje moje dziecko i akceptuje jego emocje, również te trudne. Wierzę, że dzięki temu kiedyś on będzie umiał walczyć o swoje, z poszanowaniem uczuć innych ludzi. Chce żeby moje dziecko było odważne, miało swoje zdanie i nie bało się mówić o nim głośno.
Nawet jeżeli na początku, ze względu na młody wiek i brak umiejętności to „nie” będzie nieco trudne i zbyt głośne dla innych.
Nie zależy mi żeby Franek stał w równym rzędzie na apelu i podskakiwał z innymi na „trzy cztery”. Ważne żeby był szczęśliwy, miał pracę o jakiej marzy i fajną rodzinę (o ile będzie chciał założyć rodzinę).

Dobrym dzieciom jest pozornie łatwo. Są lubiane przez dorosłych, ale to nie na dzisiejszych dorosłych opiera się ich świat. Chce dla mojego dziecka czegoś więcej. Niech zmienia świat. porwie się z motyką na słońce.

Kiedy piszę ten tekst mój syn ma zaledwie pięć miesięcy, być może więc teraz łatwo mi mówić.
Mam jednak wielką nadzieję, że kiedy będzie miał kilka, a potem kilkanaście lat, nadal nie będę chciała pójść na łatwiznę i zamiast powiedzieć „bądź cicho, sprzątaj ten bajzel, za pięć minut ma tu być czysto” będę umiała powiedzieć „rozumiem, że jesteś zły, ale chciałabym żebyś posprzątał swoje zabawki”. Zamiast „chłopkami nie płaczą”, zapytam „Co się stało?” i pozwolę się wypłakać. Mam nadzieję, że zacisnę zęby zawsze kiedy mój syn zastrzeli mnie milionem pomysłów, kiedy jego chochliki w oczach, zaczną wkurzać, kiedy będzie wchodził oknem, gdy ktoś zamknie mu drzwi.

Domyślam się jednak, że otoczenie nie raz powie „matka, wariatka”.
I trudno. Ja też nie jestem posłuszna, nie muszę zadowalać wszystkich. Jak mówił pewien słynny mem, nie jestem słoikiem Nutelli.