• Home
  • /
  • Psychologia
  • /
  • Czy można myć dziecku zęby na siłe? O granicy między tym co konieczne, a przemocą.

Czy można myć dziecku zęby na siłe? O granicy między tym co konieczne, a przemocą.

Ostatnio, kiedy rozmawiałam z inną mamą o podążaniu za dzieckiem, o zrozumieniu jego potrzeb, o szukaniu tego, co dzieci chcą nam powiedzieć swoim zachowaniem, zderzyłam się z pytaniem – co w sytuacji kiedy musimy coś zrobić – umyć zęby, zaszczepić, dać lekarstwo? Czy tu też jest miejsce na słuchanie potrzeb dzieci? I gdzie jest granica między tym co musimy zrobić, a tym czy jesteśmy wobec naszych dzieci przemocowi?

Możemy tu rozmawiać o dziecięcych granicach, odnaleźć w niemyciu zębów potrzebę samodecydowania, niezależności, ale czegokolwiek się tu doszukamy, to mamy problem. Bo są rzeczy, które po prostu trzeba, nawet jeśli to wbrew naszym dzieciom.

Jeśli Twoje dziecko nie chce myć zębów to musisz wytłumaczyć mu dlaczego ma to robić, przeczytać fajną bajkę na ten temat, samemu myć zęby przy dziecku, kupić mu fajną szczoteczkę i poszukać pasty, która mu „zasmakuje” Te sposoby, większości rodziców są znane. I kiedy o tych sposobach rozmawiamy, to zawsze i tak pada zdania, że rozmowa z dzieckiem jest bezsensu. Bo dziecko jak tylko widzi szczoteczkę dostaje furii i i tak nie słyszy co się do niego mówi. Rozmowa nigdy nie jest bezsensu. Ona daje dziecku poczucie, że choć to co się dzieje, być może nie jest fajne, to my-rodzice wiemy co robimy i robimy to dla ich-dzieci dobra, inaczej mówiąc, dajemy dzieciom znać, że mamy wszystko pod kontrolą.

Czasem trzeba.

To, że mówimy, często rzeczywiście pozornie nie ma znaczenia. Możemy dziecko tygodniami przygotowywać na szczepienie. Opowiadać jak ten dzień będzie wyglądał, czytać bajki, pokazywać igły, bawić się w lekarza
i opowiadać własne wspomnienia ze szczepień (te fajne, na przykład,
że zawsze po nich szliśmy ze swoimi rodzicami na lody). I w czasie samego szczepienia, możemy dziecko trzymać na rękach, mówić co się będzie działo, a ono i tak będzie płakać. I chociaż ani dziecko, ani my nie jesteśmy z tej sytuacji zadowoleni, to jest ona konieczna.

Cienka granica do przemocy

Czy w takich sytuacjach rodzice bywają przemocowi? Czy robienie czegoś wbrew dziecku, to przemoc? O przemocy mówimy wtedy kiedy rodzic czerpie z tej sytuacji przyjemność i celowo jej nie ułatwia. Zapewne w tym momencie brzmi to dla Was absurdalnie. Dobry rodzic – przyjemność
i celowość cierpienia dziecka. Co za bzdura! O czym ja mówię?! A jednak jestem pewna, że widzieliście takie sytuacje. Przykład! „Nie chciałeś sam umyć zębów, to teraz ja umyje Ci je bardzo dokładnie (dwa razy dłużej).
No sam chciałeś, to teraz masz!”. Kiedy rodzicom zaczyna brakować cierpliwości, wkrada się frustracja i złość, to takie rzeczy naprawdę się dzieją. Mamy poczucie, że tracimy kontrole nad sytuacją i wybuchamy.
I serio, nie ma w tym nic dziwnego. Mówienia samemu sobie stop,
trzeba się nauczyć.

SOS

Słyszeliście kiedyś, że do wychowania dziecka potrzebna jest cała wioska? To podejście promowane przez psycholożkę Agnieszke Stein sprawdza się
i w tej sytuacji. Kiedy my przestajemy wytrzymywać, trzeba zawołać drugiego rodzica, lub kogoś innego z naszej „wioski”, ten ktoś zazwyczaj jest w stanie rozładować całą sytuację. Rozpoznawanie własnych emocji
i zrobienie kroku w tył to nie jest łatwa sprawa, ale warto posiąść tą sztukę, żeby nie rozładowywać naszych emocji na dzieciach.

Zupełnie innym tematem rozważań jest to co my naprawdę musimy. To, czy musimy budować coś na kontrolowaniu, pilnowaniu i ciągłym przypominaniu. To, czy możemy dziecku zaufać i uznać je za kompetentne?