Czy granice są po to by dzielić?

Granice, zasady, zasady, granice. To samo, czy nie to samo? Czy i jak wyznaczać dziecku granice? I czy kiedy wyznaczymy granice, to musimy konsekwentnie się ich trzymać? Temat granic, jest w zdecydowanej czołówce rodzicielskich tematów. A jak to z tymi granicami jest naprawdę?

Okej, pytanie „jak jest naprawdę” jest trochę na wyrost, bo nie ma na nie jednoznacznej odpowiedzi, ale nie znaczny to, że możecie sobie odpuścić czytanie tego artykułu. Powiem Wam jakie jest moje stanowisko, ale chce, żebyście mieli świadomość, że odpowiedź na to pytanie, zależy od tego komu je zadacie i kogo będzie dotyczyło. Odpowiedzi będą zależały od nutu w jakim pracuje pytany przez Was psycholog i od tego na jakim etapie rozwoju jest Wasze dziecko. Ale do brzegu! Bo nie chce, żeby ten tekst zamknął się na „to zależy”.

Granice są w nas.

To nie jest tak, że kiedy stajecie się rodzicami, musicie usiąść ze swoim mężem i ustalić jakie zasady będą panowały w Waszym rodzicielstwie. Te granice są już w Was i są też w Waszych dzieciach, choć czasem trudno nam to zaakceptować. Tak, dzieci mają swoje granice. Niezależnie od tego czy mają rok, pięć lat czy 3 miesiące – mają swoje granice i nie są one ani odrobinę mniej ważne od naszych, a naszą rolą jest brać te granice pod uwagę. (Choć to my bierzemy za nie i ich konsekwencje odpowiedzialność). Nie jestem psychologiem, po to by wyznaczać dzieciom granice, ba! Nie jestem mamą po to by wyznaczać własnemu dziecku granice. Mówię za to wprost o swoich granicach, o tym z czym jest mi dobrze, a z czym źle. I oczywiste jest, że czasem te granice moje i dziecka będą się ścierać. Czasem moje dziecko ma dni, że od rana do nocy chce być noszone na rękach. I czasem je nosze, bo jest mi z tym okej, a czasem siada mi kręgosłup. Mogłabym wtedy wściec się i powiedzieć, że to przekracza moje granice i musisz sobie z tym synu poradzić! Zamiast tego, biorę pod uwagę tą jego potrzebę bliskości  i mówię, że teraz możemy się mocno tulić, ale na leżąco. Skłamałabym gdybym powiedziała, że on wtedy ochoczo na to przystaje, ale po chwili się zgadza, a moje granice i jego nie zostają przekroczone. Zwróćcie uwagę na to co napisałam ‘biorę pod uwagę jego potrzebę”. To kwintesencja wyznaczania granic.

Jak Ci z tym jest?

Chciałabym opowiedzieć tu o idealistycznym obrazie, w którym pytamy samych siebie „Jak mi z tym jest? Czy tego właśnie teraz chce i potrzebuje?”. Czy chce nosić teraz moje dziecko? Czy chce wstawać w nocy? Czy chce spać z moim dzieckiem w jednym łóżku? Jestem jednak nie tylko psychologiem, ale też mamą. I wiem, że czasem choć bardzo chce, to nie mogę i moje granice mogę sobie wsadzić sami wiecie gdzie. Nie znaczy to jednak, że nie warto próbować. Bo jeśli nie chce spać z moim dzieckiem w jednym łóżku, to mogę podjąć trud i nauczyć je samodzielnego spania. Ze starszym dzieckiem mogę pogadać i powiedzieć mu, że teraz potrzebuje 15minut tylko dla siebie i to dla mnie ważne, aby przez ten czas zajęło się sobą.  Mój syn ma teraz 11 miesięcy i z wielkim rozczuleniem słucham, jak jego tata mówi „Franiu, zostaw proszę te dokumenty, są da mnie ważne”. Chciałabym powiedzieć Wam, ze to działa i nasz syn radośnie raczkuje wtedy w drugą stronę, ale tak nie jest. Wierze jednak, że za jakiś czas taki sposób komunikacji zaprocentuje. Mamy jednak z Piotrkiem w sobie otwartość na to, że nasz syn kiedyś nam powie „Nie burzcie tej wierzy z klocków, jest dla mnie ważna” i to będzie okej, bo to będą jego granice.

A i jeszcze jedno! Czasem możemy chcieć, a czasem nie. Czasem hałas przekracza moje granice, a czasem nie. I to jest okej. Nauczenie dziecka, że ludzie zmienią zdanie, zależnie od swojego nastroju jest naprawę cenną lekcją. Szerzej o byciu konsekwentnym pisałam TUTAJ. Teraz chciałabym tylko wam przypomnieć, że „tylko krowa nie zmienia zdania”.

To nie magia

Możemy mieć idealnie wypracowany temat granic, możemy je „czuć” i potrafić o nich mówić, ale nie znaczy to, że zadzieje się magia i nasze dziecko, któregoś dnia powie „Okej, widzę, że moja mama potrzebuje odpocząć, wezmę swoje zabawki i pobawię się w pokoju obok”. Czasem tak zrobi, a czasem nie. Na pewno jednak tak nie zrobi, jeśli nigdy mu o tych naszych graniach nie powiemy. Dziecko się nie domyśli, że jesteś zmęczona, to Twoją rolę jest mówienie o tych graniach i wzięcie na klatę jego emocji, bo to, że często rzuci się na podłogę bo mu te Twoje granice przeszkodzą jest pewne. My też frustrujemy się kiedy czegoś nie możemy, a bardzo byśmy chcieli.
Ta magia może jednak zadziałać, ale musimy  pamiętać, że nigdy nie zacznie się ona od naszych granic, a powinna właśnie od tych dziecięcych. Mimo tego, że naszych jest na początku całkiem niewiele, a tych dziecięcych całkiem sporo. Więc za nim zaczniemy oczekiwać, że nasze dziecko zacznie zauważać i respektować nasze granice, zróbmy to z jego. Dziecko nie musi całować cioci na dzień dobry, dziecko nie musi jeść obiadu kiedy nie ma ochoty, dziecko nie musi śmiać się z żartów dziadka, kiedy one wcale go nie bawią.

Zdaje sobie sprawę, że ten tekst to kij w mrowisko, że wielu rodziców uważa, że to nie zadziała, że to zgubi nasze dzieci, że nie przystosuje ich do życia. Ja mam w sobie jednak pewność, że szacunek, zrozumienie, otwartość i bliska relacje są o wiele skuteczniejsze od żelaznych zasad i konsekwencji.

Przywódca, nie dowódca

Między tymi słowami jest naprawdę subtelna różnica, ale ta jedna mała literka robi wielką różnice. Nie jest rolą rodziców dowodzić i sterować dziećmi, a jest brać odpowiedzialność i wyznaczać kierunek.