5 zakazanych rzeczy, które robię swojemu dziecku

Przeczytałam kilkanaście poradników i byłam przekonana, ze będę mamą idealną, która nigdy
nie popełni świadomie żadnego błędu, a jednak z pełną premedytacją robię rzeczy zakazane.
Jakie i dlaczego? Jesteście gotowi na poznanie moich tajemnic?

Na pewno są mamy które potrafią robić wszystko na 100%. Noszą dzieci w chuście, przygotowują obiady z bio warzyw
i zawsze myślą na przód. Mama powinna w sumie taka być. Czyta jak łza, robiąca wszystko najlepiej jak potrafi,
nie mieć w swoim słowniku słowa „słabość”. Podłączona na stałe do wi-fi by wyszukiwać odpowiedzi na każde pytanie.
No i najważniejsze! Mama powinna być multizadaniowa. Psycholog, dietetyk i lekarz w jednym? Oczywiście!
Też tak planowałam. Rzeczywistość okazała się jednak brutalna i moje dziecko zamiast leżeć w elegancko dobranych ciuszkach, leżakuje po porostu w tych, które akurat są czyste i uprasowane. Może nie wyglądają tak dobrze na zdjęciach na Instagramie ale coś za coś. Planowałam też wielorazowe pieluchy, ale poległam i jedziemy na pampersach.
To wszystko to jednak pikuś. Są jednak błędy, których naprawdę się wstydzę. Jakie?

1. Puszczanie karuzeli

Wieczór, moje dziecko powinno się wyciszać, a ja tymczasem puszczam mu karuzele. Miało jej w ogóle nie być w naszym domu, bo doskonale wiem, że te ruszające się, grające i świecące jednocześnie ustrojstwa to samo zło.  Dostarczają naszym dzieciom zbyt dużo bodźców, z którymi mały organizm nie umie sobie poradzić. Franio dostał tę karuzele w prezencie, Piotrek zamontował więc no… czasem mu włączam… Wygrywa zwykły egoizm, 5 minut spokoju, to rzecz bezcenna.

2. Nieprawidłowe noszenie

Wiecie, że małych dzieci nie powinno nosić się w pionie? Taka pozycja bardzo obciąża kręgosłup, dlatego kiedy tylko naszemu maleństwu odbije się po jedzeniu, powinniśmy nosić je w poziomie, układając w fasolkę. Wiem o tym doskonale,
w związku z asymetrią Franka jesteśmy pod stałą opieką fizjoterapeuty. Pozycja pionowa uspokaja jednak moje dziecko najlepiej, a kiedy połączymy ją z delikatnym potrząsaniem, działa cuda.
Znam wszystkie możliwe konsekwencje tych dwóch rzeczy ale ciężko mi jest nich pamiętać kiedy kolki/zęby nie dają nam żyć, a on płacze trzecią godzinę.

3. Nie płacz

Nigdy nie mówcie do swoich dzieci „nie płacz”, w płakaniu nie ma przecież nic złego, jego tłumienie za to może bardzo zaszkodzić. Naprawdę staram się tak nie mówić ale wiecie, nie ma gorszego dźwięku niż płacz dziecka. Czasami naprawdę bolą mnie już uszy, a ten wielogodzinny stres sprawia, że płacze razem z moim dzieckiem.
No i zdarza mi się wtedy szepnąć „Synu nie płacz, proszę”. Słaba jestem, no.

4. Facebook

Kiedy karmię nie wpatruję się piękne oczy Frania tylko w ekran telefonu. On w zasadzie i tak zazwyczaj wtedy przysypia,
ale jeśli nie w oczy, to może powinnam chociaż  czytać jakąś mądrą książkę? Niestety. Wybieram przewijanie facebooka
i instagrama na przemian. Nie jestem z tego szczególnie dumna, no ale wiecie… dzięki temu wiem co się dzieje w świecie.

5. Mówienie językiem dziecięcym

Zawsze! Zawsze obiecywałam sobie, że nie będę tego robić! Wiem przecież, że dzieci uczą się poprzez obserwacje,
więc chciałam być dobrym przykładem dla Frania. Miałam w planie mówić pełnymi zdaniami, niezwykle elokwentnie.
No wiecie, coś w stylu „Spójrz proszę mój drogi synu na tego pięknego misia, o brązowym futrze”. Niestety, nie wyszło. Wewnętrzna siła zmusza mnie do mówienia „Syneczku mój słodziutki, spójrz jaki piękny misu, tak, mi-siu, miii-siaaa-czek”. Usprawiedliwiam się jednak, że dziwne dźwięki jakie wydaje, wzbudzają jego ciekawość.

Oto 5 grzechów głównych mojego macierzyństwa. Wstydzę się ich bardzo, ale wybaczam sobie.
Nie jestem automatem. Nie mam wbudowanych baterii na miarę duracell i ani nadprzyrodzonych mocy, a takich wymagałoby idealne macierzyństwo. Mam swoje słabości i czasem robię coś zwyczajnie dla własnej wygody.

A Wy Mamuśki? Robicie regularnie coś czego żałujecie w tym samym momencie?