5 rzeczy które dało mi macierzyństwo

Większość z nas jeszcze będąc w ciąży nasłuchała się, co zabierze jej macierzyństwo.
Dzieci to pożegnanie wolności, pogrzebanie życia towarzyskiego, ciągłe wory pod oczami i największy trening cierpliwości. Trochę w tym prawdy, trochę fałszu. Z mojej perspektywy macierzyństwo daje jednak o wiele więcej niż odbiera, choć rzeczywiście wymaga zreorganizowania życia.

Mimo, że Franek był bardzo upragnionym dzieckiem, to nie będę ukrywać, że dwie kreski wywróciły nasze życie do góry nogami. Całkowicie zmieniły się priorytety, wiele spraw trzeba było przewartościować, sporo się nauczyć. Rodzicielstwo to wiele wyzwań, ale poza cudownym dzieckiem dało mi coś jeszcze i nie mam tu na myśli ogólnikowego „szczęścia”.

1.Pewność siebie

Powszechnie uchodzę za osobę bardzo radosną i otwartą na świat. Ale tylko moi najbliżsi wiedzą, że zamówienie pizzy przez telefon, zapytanie kogoś o drogę na ulicy, umówienie się do lekarza były dla mnie naprawdę trudne. Nie wiem skąd to wynika (swoją drogą to ciekawy temat do psychoanalizy), ale umówienie się do fryzjera zawsze odwlekałam w czasie, układałam sobie w głowie zdania, które wypowiem, później zamykałam się w pokoju i dopiero wykonywałam telefon.
Od kiedy Franio jest na świecie ten problem zniknął jak za dotknięciem magicznej różdżki! Może po prostu nie mam czasu na takie „ceregiele”?

2.Inne spojrzenie

Lubię wiedzieć. Polityka, biznes, ekonomia – należę do tych osób, które lubią (lubiły?) mieć swoje zdanie na każdy temat. Oglądałam wiadomości na TVP i TVN żeby poznać różne stanowiska. Uwielbiałam dyskutować, wymieniać się argumentami, dociekać co i jak. Kojarzycie dwulatków, którzy mają etap ciągłego pytania „a dlaczego?”, mi on nie minął.
Teraz szkoda mi na to czasu. Odkąd przestałam oglądać telewizje i śledzić wydarzenia jestem jakaś dużo spokojniejsza, mam więcej czasu i poczucie, że czas wykorzystuje dużo bardziej efektowanie.
Tylko kiedy przegapiłam zmianę premiera, było mi nieco głupio. Nie wiem czy taka ignorancja jest rozsądna, ale na razie dobrze mi w tym moim małym świecie.

3.Brak hamulców

Nie bardzo ufam ludziom, którzy mówią, że nie zależy im na akceptacji innych. Mi zależy. Zawsze mam z tyłu głowy „co pomyślą inni”. Odkąd jednak Franio jest na świecie zyskałam prawo do bezkarnej zabawy i ciągłych wygłupów. Daleko mi do Adele ale Frankowi to nie przeszkadza, a inni, no cóż, stopery do uszu są teraz ogólnodostępne. Z wielką radością udaje piosenkarke, krówkę, kotka i psa.

4.Doroslość

Choć 18 urodziny mam dawno za sobą, to dopiero kiedy mój syn pojawił się na świecie zrozumiałam co znaczy słowo „dorosłość”. Kiedy wyprowadzałam się z domu, byłam pewna, że dorosłość to zapłacenie rachunków na czas, załatwianie bardzo ważnych spraw i ciepły obiad na stole. Teraz już wiem, że dorosłość to odpowiedzialność. A kiedy odpowiadasz nie tylko za siebie, ale też za małego człowieka robi się naprawdę poważnie.

5.Tu i teraz

Słynę z uśmiechu, ale radość nie przeszkadzała mi jednak w ciągłym myśleniu „co dalej”, a rozpamiętywanie tego co było należało do moich wieczornych rytuałów. Przy małym dziecku czas płynie jednak tak szybko, że szkoda czasu na rozmyślanie. Udało mi się znaleźć złoty środek między odpowiedzialnością, a życiem tu i teraz. Jeszcze wczoraj były kolki, dziś Franek zaczął się turlać i sprawia to mu i nam wielką radość, a co będzie jutro? Zobaczymy.

 

Macierzyństwo to największa przygoda jaką przyszło mi przeżyć i najlepszy coaching. Mam wrażenie, że każdy miesiąc mojego dziecka to krok milowy w moim samorozwoju.

A Wam? Co dało macierzyństwo?